SCENA CZWARTA

Pokój w domu Angela. Wchodzą Angelo i Eskalus.

ESKALUS

Każdy nowy list jego jest w sprzeczności z poprzedzającymi.

ANGELO

W sposób najdziwniejszy i najbezładniejszy. Postępowanie jego nosi piętno obłąkania; daj tylko Boże, aby mu się w głowie nie pomieszało! Dlaczego mamy się z nim spotkać u bram miasta, tam mu oddać naszą władzę?

ESKALUS

Ani się domyślam.

ANGELO

Dlaczego nakazał ogłosić godzinę przed swoim przybyciem, że każdy chcący zanieść skargę na jaką niesprawiedliwość winien mu wręczyć prośbę na ulicy?

ESKALUS

Daje tego powód: chce od razu położyć koniec wszelkim zażaleniom, zasłonić nas na przyszłość od skarg, które odtąd posłuchania nie znajdą.

ANGELO

Niech i tak będzie. Ogłoś wolę księcia.

Do twego domu przyjdę jutro rano,

Tymczasem poślij do panów i Rady,

Z którymi ruszym na przyjęcie księcia.

ESKALUS

Zajmę się wszystkim.

ANGELO

A teraz dobranoc!

Wychodzi Eskalus.

Ten czyn me wszystkie odebrał mi władze,

Sparaliżował wszelkie me działania.

Zwiedzione dziewczę! Przez kogo? Przez męża,

Co srogo karcił zbrodnie tej natury!

Gdyby wstydliwość ust jej nie zamknęła,

Jaką by skargą mogła mnie przywalić!

Ale jej rozum nie pozwala mówić,

Bo cnoty mojej taka jest powaga,

Że kto by na nią chuchnąć się poważył,

Marnie przepadnie. Klaudio żyłby teraz,

Gdyby nie trwoga, że niesforny młokos

Zapragnie kiedyś pomścić się za życie,

Kupione drogo siostry jego hańbą.

Co bym dał jednak, gdyby on żył jeszcze!

Lecz gdy się raz kto z drogi cnoty skręci,

Wszystko źle idzie mimo dobrych chęci.

Wychodzi.