SCENA PIĄTA

Las.

Wchodzą Demetriusz, Chiron i Lawinia, ręce jej i język ucięte.

DEMETRIUSZ

Idź i przed światem rozgłoś, jeśli możesz,

Kto cię tu zhańbił, kto ci język uciął.

CHIRON

Albo przez pismo skargi twe wypowiedz,

Jeśli kikutem zdołasz pióro schwycić.

DEMETRIUSZ

Patrz, jak migami jeszcze bazgrać może.

CHIRON

Idź, żądaj wody, białe umyj rączki.

DEMETRIUSZ

Nie ma języka, aby wody żądać,

Ni rączek, by je umyć; więc ją teraz

Niemej, samotnej zostawmy przechadzce.

CHIRON

Na jej bym miejscu obwiesić się poszedł.

DEMETRIUSZ

Gdybyś miał ręce na związanie stryczka.

Wychodzą Demetriusz i Chiron. Wchodzi Markus, wracając z polowania.

MARKUS

Kto tam ucieka? Moja synowica?

Kuzynko, słowo. Gdzie twój jest małżonek?

Czy marzę? Skarby me za obudzenie!

Jaż to? Niech jaki skruszy mnie planeta,

Abym na wieki mógł śmierci snem zasnąć!

Mów, synowico, jaka dłoń okrutna

Dwie ciała twego odcięła gałązki,

W objęciu których rozkosznego cienia

Królowie spocząć chcieli20, a nie mogli

Jak pół twej drogiej otrzymać21 miłości?

I czemu do mnie nie mówisz? Niestety!

Czerwona rzeka twojej krwi gorącej,

Jak wrzące źródło wiatrem kołysane,

Wzdyma się w twoich ustach i opada

Twoim oddechem kołysana wonnym.

Czy jaki nowy zhańbił cię Tereusz

I język uciął ci dla bezpieczeństwa?

Ze wstydem twoje odwracasz oblicze!

A choć krew trzema ucieka strugami,

Lica się twoje czerwienią jak Tytan,

Gdy na spotkanie chmury się rumieni.

Mamże za ciebie «tak jest» odpowiedzieć?

Gdybym twe myśli mógł przeniknąć! Zgadnąć,

Kto tym nędznikiem, bym go mógł przeklinać!

Smutek tajony, niby piec zamknięty,

Na proch przepala serce, co go chowa.

Tylko straciła język Filomela,

A haftem myśli swe odmalowała;

Ale dla ciebie droga ta zamknięta!

Bo twym był zbójcą Tereusz.

On twoje piękne poodcinał palce,

Co mogły haftem Filomeli sprostać.

Gdyby ten potwór twoje ręce widział

Na lutni drżące jak liść osiczyny,

Gdy je z rozkoszą struny całowały,

Kosztem żywota tknąć by się ich nie śmiał;

Lub gdyby słyszał niebieską melodię

Z twego słodkiego płynącą języka,

Nóż by upuścił, usnął, jak trzygłowy

Potwór przy stopach trackiego poety.

Lecz idźmy ojca twojego oślepić;

Ojcowskie oczy ślepi taki widok.

Godzina burzy topi wonne łąki,

Co z ojca okiem zrobią łez miesiące?

Nie cofaj kroku! Będziem płakać z tobą;

Gdybyśmy mogli ulżyć ci żałobą!

Wychodzą.