SCENA PIERWSZA

Przed domem Tytusa.

Wchodzą Tytus i Markus, za nimi Młody Lucjusz, ścigany przez Lawinię, ucieka przed nią z książkami pod pachą.

CHŁOPIEC

Ratuj, dziaduniu! Bo moja stryjenka,

Nie wiem dlaczego, wszędzie za mną goni.

Patrz, stryju Marku, jak spiesznie nadbiega.

Droga stryjenko, nie wiem, czego żądasz.

MARKUS

Stań przy mnie, chłopcze, nie bój się stryjenki.

TYTUS

Nazbyt cię kocha, by cię chciała skrzywdzić.

CHŁOPIEC

Prawda, kochała mnie dawniej, gdy ojciec

Jeszcze był w Rzymie.

MARKUS

Co migi jej znaczą?

TYTUS

Nie bój się, wnuku, chce ci coś powiedzieć.

Patrz, patrz, jak czule pogląda na ciebie;

Pragnie zapewne, byś jej towarzyszył.

Nigdy Kornelia z gorętszą miłością

Swych nie kształciła dzieci, jak Lawinia

Kształciła ciebie, gdy czytała z tobą

Słodkich poetów lub Tuliusza mówcę.

Czy nie zgadujesz, czego chce od ciebie?

CHŁOPIEC

Nic nie zgaduję; zdaje mi się tylko,

Że się obłąkał stryjenki mej rozum,

Bo nieraz z dziadka mego ust słyszałem,

Że zbytek żalu sprowadza szaleństwo;

Czytałem także, że boleść bez granic

Zmąciła rozum trojańskiej Hekuby.

To mnie strwożyło, choć wiem, że stryjenka

Kocha mnie czule, jak kochała matka,

Nie chce mej krzywdy, chyba w obłąkaniu;

Dlatego książki z trwogą porzuciłem

I uciekałem może bez przyczyny.

Daruj mi, pani, wszędzie pójdę z tobą,

Byle stryj Markus chciał nam towarzyszyć.

MARKUS

Idźmy, Lucjuszu.

Lawinia kikutami przewraca karty książek upuszczonych przez Lucjusza.

TYTUS

Cóż to jest, Lawinio?

Czy widzisz, bracie? Szuka jakiejś książki.

Której chcesz? Chłopcze, otwórz je kolejno;

Lecz twa nauka, drogie moje dziecko,

Nad treść tych książek; w mej bibliotece

Wybierzesz sobie dzieła, co potrafią

Ból twój złagodzić, aż niebo łaskawe

Odkryje sprawców tej zbrodni piekielnej.

Co to za książka? Dlaczego do góry

Podnosi razem oba swe ramiona?

MARKUS

Może to znaczy, że więcej niż jeden

Miał w zbrodni udział, a może do nieba

Podnosi ręce i o pomstę błaga.

TYTUS

Co to za książkę przerzuca?

CHŁOPIEC

Nazona

Metamorfozy; dała mi je matka.

MARKUS

Może przez pamięć na drogą umarłą

Między książkami jedną tę wybrała.

TYTUS

Cicho! Jak spiesznie przewraca stronice!

Pomóż jej. Czego szukasz? Mamże czytać?

Ha, to tragiczna powieść Filomeli

O Tereusza zdradzie i zgwałceniu;

Gwałt też podobno twych nieszczęść początkiem.

MARKUS

Patrz, patrz, jak pilnie przegląda stronice.

TYTUS

Droga Lawinio, czy jak Filomela

Nagle porwana byłaś, pohańbiona

W tym wielkim, czarnym, w tym przeklętym lesie?

Patrz, patrz, to miejsce, gdzieśmy polowali

(Bodaj tam noga nasza nie stanęła!),

Skreślił poeta, jakby przez naturę

Stworzone miejsce na gwałt i morderstwo.

MARKUS

Czemu kryjówki takie bogi lepią,

Jeśli tragedie nie są ich rozrywką?

TYTUS

Daj mi znak, córko — to są przyjaciele —

Kto śmiał zbrodniczą wznieść na ciebie rękę?

Czy Saturninus, jak niegdyś Tarkwiniusz,

Czyste Lukrecji łoże śmiał pokalać?

MARKUS

Siądź, synowico; bracie, usiądź przy mnie.

Febie, Minerwo, Jowiszu, Merkury,

Przyjdźcie mi w pomoc, by tę zdradę odkryć!

Zwróćcie tu oczy, bracie i Lawinio.

pisze swoje nazwisko laską, którą kieruje nogą i wargami

Jeżeli możesz, na tablicy z piasku

Moim pisz wzorem; me skreśliłem imię

Bez rąk pomocy. Przeklęte to serce,

Co nas do takich przymusza wybiegów!

Pisz, synowico, objaw nam na koniec,

Co Bóg chce odkryć i naszej dać pomście.

Bodaj twym piórem niebo kierowało,

Byśmy poznali zbrodniarzy i prawdę!

Lawinia bierze laskę w usta, a kierując nią kikutem, pisze.

TYTUS

Czy czytasz, bracie, co nam nakreśliła?

Stuprum27, Chiron, Demetrius.”

MARKUS

Co? co? Lubieżni synowie Tamory

Tej strasznej, krwawej zbrodni są sprawcami?

TYTUS

Magni dominator poli,

Tam lentus audis scelera? Tam lentus vides28?

MARKUS

Miarkuj się, panie, choć wiem, że jest dosyć

Słów na tym piasku przez nią wypisanych,

Aby zbuntować duch najpotulniejszy

I serce nawet niemowląt oburzyć.

Klęknijmy, bracie, Lawinio i chłopcze,

Droga nadziejo rzymskiego Hektora,

I razem świętą zwiążmy się przysięgą —

Jak niegdyś Brutus z bolejącym mężem

I ojcem czystej, zhańbionej Lukrecji —

Że będziem pomstą ścigali śmiertelną

Tych zdrajców Gotów, aż ich krew popłynie

Albo my sami z tą zginiemy hańbą.

TYTUS

Pomścić się! Dobrze, gdybyś miał sposoby;

Lecz niedźwiedzicy polując szczenięta

Obudzisz matkę, a gdy raz cię zwietrzy,

Ona w tak ścisłym jest ze lwem przymierzu,

Że gdy go swymi pieszczotami uśpi,

Wszystko, co zechce, zdolna jest wykonać.

Daj temu pokój; młody z ciebie strzelec;

Mnie rzecz tę zostaw. Na blasze spiżowej

Stalowym rylcem słowa te wypiszę,

By nam zostały; gniewny wiatr północny

Rozwieje piasek jak liście Sybilli,

A wtedy, chłopcze, gdzie będzie twa lekcja?

Co mówisz?

CHŁOPIEC

Mówię, że gdybym był mężem,

Sypialna własnej matki ich komnata

Dość by bezpiecznym nie była schronieniem

Tych złych rzymskiego jarzma niewolników.

MARKUS

Ha, dzielny chłopcze! I ojciec twój nieraz

Tak działał w sprawie niewdzięcznego Rzymu.

CHŁOPIEC

Bylem żył, pójdę za jego przykładem.

TYTUS

A teraz idźmy do mojej zbrojowni,

Tam cię ustroję; a potem, Lucjuszu,

W moim imieniu synom cesarzowej

Poniesiesz dary, które im przeznaczam.

Wszak prawda, mego dopełnisz poselstwa?

CHŁOPIEC

Moim sztyletem w ich piersiach, mój dziadziu.

TYTUS

Nie, chłopcze, inny pokażę ci sposób.

Idźmy, Lawinio; bracie, pilnuj domu,

A ja z Lucjuszem pójdziemy dworować,

Pójdziem, naprawdę, a pójdziem z orszakiem.

Wychodzą Tytus, Lawinia i Chłopiec.

MARKUS

O Boże, cnoty jęk cię dolatuje,

A nad jej losem nie czujesz litości!

Lecz czuwać muszę w jego obłąkaniu

Nad tym, co w sercu więcej ma ran smutku

Niż na swej tarczy cięć nieprzyjacielskich,

A w uczciwości swojej mścić się nie chce.

Ty więc, o Boże, bądź jego mścicielem!

Wychodzi.