SCENA TRZECIA

Odludna część lasu.

Wchodzi Aaron.

AARON

Mądry by myślał, że straciłem rozum,

Gdy pod tym drzewem tyle złota grzebię,

Które już nigdy do mych rąk nie wróci.

Niech jednak o mnie tak licho nie myśli;

Ukuję bowiem z tego złota fortel,

Który przezorną kierowany myślą

Stworzy prawdziwe zbrodni arcydzieło.

Czekaj tu, złoto, na tych, co śmierć dłużną

Znajdą z cesarskiej skarbnicy jałmużną.

Wchodzi Tamora.

TAMORA

Czemuś tak smutny, drogi Aaronie,

Gdy ziemia cała jaśnieje weselem?

Szczęśliwe ptaki świergocą w gęstwinie,

Na słońcu wąż się w kłąb zwinął z radością,

Zielone listki wiatr wonny kołysze

I cętkowany cień na ziemię rzuca;

W tym cieniu siądźmy, słodki Aaronie.

I gdy psom wtórzy echo gadatliwe,

I szorstkim rogów dźwiękom odpowiada,

Jakby podwójne wrzało polowanie,

Słuchajmy dzikiej myśliwców muzyki,

A po utarczce, jaką stoczył niegdyś

Błędny Eneasz z kartagińską panią,

Gdy ich szczęśliwa burza zaskoczyła,

A niema grota swym owiła cieniem,

Wzajemnym ramion ściśnieni łańcuchem,

Zamknijmy oczy pod snu złotym skrzydłem,

Gdy psów i rogów, i ptactwa melodia

Będzie nam jakby mamki słodką pieśnią,

Do snu niemowlę swoje kołyszącą.

AARON

Pani, jeżeli Wenus teraz włada

Twymi myślami, mymi rządzi Saturn.

Co wzrok mój znaczy dziki, nieruchomy,

Moje milczenie i twarzy pochmurność?

Czemu wełnistej głowy mojej runa

Każdy się włosek rozwija jak żmija,

Gdy ma łup zębem jadowitym chwycić?

O, nie miłosnych myśli są to znaki;

Zemsta w mym sercu, śmierć w mojej jest dłoni,

A krew w mej głowie kuje zemsty oręż.

Słuchaj, Tamoro, pani mojej duszy,

Dla której niebem twoje towarzystwo,

To dzień ostatni jest życia Basjana;

Język dziś straci jego Filomela15,

Czystość jej twoi zrabują synowie,

Swe ręce we krwi omyją Basjana.

Weź list ten, proszę, a w cesarza ręce

Fatalny zwitek oddaj bez spóźnienia.

Nie pytaj więcej, widzę, że nadchodzi

Upragnionego część naszego łupu,

Której o bliskiej śmierci się nie marzy.

Wchodzą Basjanus i Lawinia.

TAMORA

Słodki Murzynie, słodszy mi nad życie!

AARON

Skończ, bo Basjanus przybliża się do nas.

Szukaj z nim zwady; twych przywołam synów,

By ją poparli jakkolwiek poczętą.

Wychodzi.

BASJANUS

Kogoż ja widzę? Rzymska cesarzowa

Bez straży swojej świetnego orszaku?

Czy to Dyjana owita jej szatą

Swe poświęcone opuściła gaje,

By się w tych lasach przyjrzeć polowaniu?

TAMORA

Tajnych przechadzek mych szpiegu zuchwały,

Gdybym potęgę Dyjany posiadła,

Skroń by się twoja nastrzępiła rogiem,

A twe ogary rozszarpały wściekle,

Jak Akteona przemienione członki,

Wstrętny prostaku.

LAWINIA

Wiem, dostojna pani,

Że dar masz wielki ludziom dawać rogi,

I ta samotna z Murzynem przechadzka

Jest pewno nową sztuki twojej próbą.

Niech od psów strzeże dziś Bóg twego męża,

Żeby nie chciały wziąć go za jelenia.

BASJANUS

Wierzaj mi, pani, czarny twój towarzysz

Barwę swą daje twemu honorowi,

Znaczoną cętkiem wzgardliwej brzydoty.

Czyżbyś, daleko od twego orszaku,

Twego śnieżnego odbiegła rumaka

Pod strażą tylko dzikiego Murzyna,

Gdyby cię szpetna nie pędziła żądza?

LAWINIA

A podchwycona nagle w swej zabawie,

Nie bez powodu mojego małżonka

Wstrętnym nazywasz. Oddalmy się, proszę,

Z kruczej ją barwy zostawmy kochankiem:

Trudno dolinę znaleźć przyjaźniejszą.

BASJANUS

Cesarz, a brat mój, o wszystkim się dowie.

LAWINIA

Dawno już popadł na ludzkie języki;

Cesarz tak dobry, tak ciężko skrzywdzony!

TAMORA

I jaż to wszystko cierpliwie mam znosić?

Wchodzą Chiron i Demetriusz.

DEMETRIUSZ

Dostojna pani, a łaskawa matko,

Co znaczy bladość twojego oblicza?

TAMORA

Alboż bladości tej nie mam powodów?

Ta para w to mnie przywabiła miejsce,

Kąt, jak widzicie, samotny i dziki,

Gdzie drzewa nagie są i karłowate,

Mchem i zjadliwą trawione jemiołą;

Tu nigdy jasne nie zagląda słońce;

Tu nie oddycha żaden twór żyjący

Prócz złowróżbnego kruka lub puszczyka.

Gdy mi tę straszną pokazali jamę,

Opowiadali, jak w głuchej północy

Tysiąc szatanów i wężów syczących,

Wydętych ropuch i jeżów kolczastych

Takim dolinę napełniają wrzaskiem,

Że byle chwilę śmiertelnik go słyszał,

Lub rozum traci, albo nagle kona.

Gdy swą piekielną zakończyli powieść,

Dodali zaraz, że ich było myślą

Tu do czarnego przywiązać mnie cisu

I tej okrutnej śmierci mnie zostawić.

Cudzołożnicą nazwali mnie potem,

Rozpustną Gotką i wszystkim, co może

Najsprośniejszego ludzkie słyszeć ucho.

Gdyby nie wasze cudowne przybycie,

Już by swą na mnie nasycili wściekłość;

Bądźcie więc matki waszej mścicielami

Lub się przestańcie moimi zwać dziećmi.

DEMETRIUSZ

Oto jest świadek, żem twoim jest synem.

Uderza Basjanusa sztyletem.

CHIRON

A to cios, siły mej dowód skuteczny.

Uderza sztyletem Basjanusa, który umiera.

LAWINIA

Teraz ty przystąp, o Semiramido!

Lecz nie: Tamoro! Twej srogiej naturze

Żadne nazwisko lepiej nie przystoi.

TAMORA

Daj mi twój sztylet; ujrzycie, me dzieci,

Jak matki ręka pomści krzywdę matki.

DEMETRIUSZ

Poczekaj, jej tu należy się więcej.

Wprzód wymłóć zboże, a potem spal słomę.

Ta się pieszczotka swą puszy czystością

I wiarą ślubnym przysięgom niezłomną,

I z tym przykładem śmie ci czoło stawiać;

Maż16 je do grobu zabrać także z sobą?

CHIRON

To ja bym wolał zostać wprzód rzezańcem.

Do jakiej groty powleczemy męża,

Niech nam trup jego za poduszkę służy.

TAMORA

A kiedy z ula miód już podbierzecie,

Rozdepczcie osę, by nas nie ukłuła.

CHIRON

O bezpieczeństwie naszym nie zapomnim.

No, pieścidełko, teraz się nam uda

Wziąć szturmem twoją warowną uczciwość.

LAWINIA

Tamoro! nosisz niewiasty oblicze...

TAMORA

Nie chcę jej słuchać; precz z nią, precz z mych oczu!

LAWINIA

Wstawcie się za mną! Jedno tylko słowo.

DEMETRIUSZ

Słuchaj jej, pani, niech twą będzie chwałą,

Że choć widziałaś łzy jej, twoje serce

Było jak krzemień pod kroplami deszczu.

LAWINIA

Odkąd szczenięta tygrysie zaczęły

Matki swe uczyć? Nie ucz jej wściekłości,

Od niejś ją dostał; mleko, które ssałeś,

W twoich się żyłach na marmur zmieniło,

I już przy piersi tchnąłeś okrucieństwem17.

do Chirona

Nie wszystkie dzieci podobne są matkom;

Błagaj, niech litość pokaże niewieścią.

CHIRON

Czy chcesz, bym sam się ogłosił bękartem?

LAWINIA

Prawda, skowronków kruk nie wysiadywa,

Słyszałam przecie — bodaj dziś tak było! —

Że lew, litością tknięty, bez oporu

Z królewskiej łapy obciąć dał pazury;

Kruk, mówią, karmi opuszczone dziecko,

Własne pisklęta zagładzając w gnieździe;

Nie żądam tyle dobroci od ciebie,

Błagam cię tylko o trochę litości!

TAMORA

Wiedźcie ją! Słów jej nie pojmuję wcale.

LAWINIA

To je wyjaśnię. Pomyśl o mym ojcu,

Choć cię mógł zabić, darował ci życie;

Zmiękcz twarde serce, otwórz głuche uszy!

TAMORA

Choćbyś mnie sama nigdy nie skrzywdziła,

Przez pamięć ojca będę bez litości.

Pomnijcie, dzieci, płakałam daremno,

By uratować syna od ofiary;

Lecz nieugięty, krwawy był Andronik.

Precz, precz z nią! Rządźcie nią po waszej woli;

Tym wdzięczniej dla mnie, im dla niej boleśniej.

LAWINIA

Bądź dla mnie dobrą królową, Tamoro!

I tu twą własną zamorduj mnie ręką!

Bo nie o życie tak długo cię błagam:

Mój duch uleciał już z Basjana duszą.

TAMORA

Czego więc żądasz? Odczep się, szalona!

LAWINIA

Śmierci niezwłocznej, a do tego łaski,

Której wymówić niewieści wstyd broni:

Broń mnie od gorszej niż śmierć ich swawoli!

W jaką mnie straszną rzuć jamę, gdzie nigdy

Zwłok moich ludzkie nie dojrzą źrenice.

Zrób to! Litośną bądź dla mnie zbójczynią!

TAMORA

Mam okraść synów z należnej im płacy?

Nie, niech na tobie swoją chuć nasycą.

DEMETRIUSZ

Dość straciliśmy czasu, idźmy teraz.

LAWINIA

Nic w tej kobiecie nie ma niewieściego!

Szpetna potworo, naszej płci ohydo,

Niech Bóg...

CHIRON

Dość tego; czas zamknąć jej usta.

Knebluje usta Lawinii.

Ty weź jej męża; to właśnie jest jama,

W którą Aaron złożyć go polecił.

Rzucają trupa w jaskinię.

TAMORA

Żegnam was, tylko polecam ostrożność.

Demetriusz i Chiron wychodzą, uprowadzając Lawinię.

Radość do serca mojego nie zajrzy,

Póki ostatni nie zginie Andronik.

Powracam teraz do mego kochanka,

Gdy synów bawi mych ta imościanka.

Wychodzi.