SCENA SZÓSTA
Wchodzi Protej.
PROTEJ
idąc powoli ku przystani
Złamię przysięgę, gdy Julię porzucę,
Złamię przysięgę, wielbiąc piękną Sylwię,
Strasznie ją złamię, krzywdząc przyjaciela.
Władza, co w pierwszą wiodła mię przysięgę,
Do tej potrójnej dopuszcza mię zdrady.
Jak przysięgałem na miłości rozkaz,
Tak na jej rozkaz dziś się odprzysięgam,
Więc gdyś w tym grzeszna, luba kusicielko,
Nastręcz wymówkę skuszonemu słudze.
Wprzód czciłem gwiazdę, dziś słońce. Wszak wolno
Rozmyślnie zrywać nierozmyślne śluby?
Na nic i dowcip153, gdy brak silnej woli,
Aby dowcipem złe na dobre zmienić.
Wstydź się, wstydź, płochy, zelżywy154 języku,
Zwać złem tę, której wszechwładztwu składałeś
Tak często przysiąg serdecznych tysiące.
Przestaję kochać, choć przestać nie mogę,
Lecz tam przestaję, gdziem kochać powinien.
Tracę mą Julię i Walencja tracę,
Ale inaczej straciłbym sam siebie;
A gdy ich stracę, przez tę stratę zyskam
Sylwię za Julię, siebie za Walencja.
Wszakżem sam sobie droższy niż przyjaciel,
Gdyż własna miłość najpierwsza ze wszystkich.
Ach, świadkiem niebo, co Sylwii wdzięk dało,
Iż przy niej Julia czarną Etiopką155.
Że Julia żyje, zapomnę przez pamięć,
Jako umarła już ma miłość ku niej.
Będę za wroga uważał Walencja,
Walcząc o Sylwię jak o droższy przedmiot.
Dziś już bym nie mógł zostać wiernym sobie,
Gdybym nie użył zdrady przeciw niemu.
Wszak on tej nocy ma drabką ze sznura
Do boskiej Sylwii dostać się przez okno.
I jam w tym spisku, z nim, ja, współzalotnik!
Otóż natychmiast dam wiedzieć jej ojcu
O ich tak skrycie zmówionej ucieczce.
On, zdjęty gniewem, wypędzi Walencja,
Bo swoją córkę Turiowi przeznacza.
Gdy tamten ujdzie, mdłe156 Turia zabiegi
Wnet zręczną sztuką skrzyżuję. Miłości!
Przyśpiesz mą sprawę, daj mi skrzydła rącze,
Jak dałaś dowcip, co te sidła plącze.
Odchodzi.