SCENA PIĘTNASTA
Tamże. Grobowiec407.
Wchodzą na górze: Kleopatra i jej niewiasty, wśród nich Charmian i Iras.
KLEOPATRA
Charmiano, nigdy ja już stąd nie wyjdę.
CHARMIAN
O, droga pani, pozwól się pocieszyć.
KLEOPATRA
Nie, nie chcę. Wszystko, co okropne, straszne,
Z radością witam, lecz pociechą gardzę.
Mojego smutku ogrom, porównany
Z przyczyną, musi być tak wielkim, jako
To, co powodem jego.
Wchodzi Diomedes.
Cóż? Nie żyje?
DIOMEDES
Śmierć stoi przy nim, choć nie umarł jeszcze.
Na drugą stronę wyjrzeć chciej z grobowca,
Tu go przyniosła straż.
Wchodzi na dole Antoniusz, niesiony przez straż.
KLEOPATRA
O słońce! W popiół
Potężną sferę obróć, w której krążysz!
Niech mrok ogarnie zrąb wszechświata, zmianom
Podległy! Antoniuszu, Antoniuszu! —
Pomóżcie, Charmian, Iras! Pomagajcie
I wy na dole! Tu go wyciągnijmy!
ANTONIUSZ
Dość łkań! Antoniusz nie Cezara męstwu
Ulega, jego własne triumfuje
Nad sobą samym.
KLEOPATRA
Tak by być powinno,
By Antoniusza zwalczyć mógł jedynie
On sam, Antoniusz, lecz po stokroć biada,
Że tak się stało!
ANTONIUSZ
Konam, o królowo!
Przez chwilę tylko jeszcze chcę się śmierci
Naprzykrzać, póki twoich ust nie dotknę
Ostatnim wśród tysięcy pocałunkiem
I najbiedniejszym.
KLEOPATRA
Boję się, najdroższy —
O, przebacz, panie mój — lecz ja się boję —
Bo mnie pochwycą. Nigdy ja nie będę
Cezarowego zdobić widowiska.
Jeżeli nożom, wężom i truciźnie408
Nie zbraknie ostrza, żądła oraz mocy
Zabicia, jam bezpieczną. Twa małżonka
Oktawia nie poszczyci się, że mogła
Swym skromnym okiem, z milczącymi usty
Świętoszki, we mnie się wpatrywać. Ale
Pójdź, Antoniuszu, pójdź! — Pomóżcie, dziewki! —
Musimy w górę cię wyciągnąć. — Bracia,
Pomóżcie!409
ANTONIUSZ
Prędzej, bo umieram.
KLEOPATRA
Otóż
Zaiste praca! Jakże pan mój ciężki!
Moc nasza cała w wagę się zmieniła
I stąd ten ciężar. Gdybym moc Junony
Posiadła, uniósłby cię wzwyż Merkury410
Krzepkimi skrzydły, złożył cię przy boku
Jowisza. Ale pójdź! Życzenia ludzkie
Są szalonymi. Pójdź, pójdź, pójdź i witaj!
Wyciągają Antoniusza w górę do Kleopatry.
O, witaj! Umrzyj tam, gdzieś żył! Czerp siłę
Z tych pocałunków. Gdyby usta moje
Darzyły nią w istocie, starłyby się —
O tak!
WSZYSCY
Żałosny widok!
ANTONIUSZ
Ja już konam,
Królowo, konam!
Podajcie wina411, chciałbym rzec słów parę.
KLEOPATRA
Nie, ja chcę mówić, bluźnić, aż Fortuna,
Fałszywa dziewka, obrażona moich
Obelg potokiem, koło swe potrzaska.
ANTONIUSZ
Królowo, parę słów. Ty u Cezara
Honoru szukaj razem z bezpieczeństwem —
Och!
KLEOPATRA
One w parze chodzić nie przywykły.
ANTONIUSZ
Posłuchaj, luba. Z jego otoczenia
Prokulejusa tylko darz ufnością.
KLEOPATRA
Do stanowczości własnej tylko i do własnych
Rąk żywię ufność — nie do kogoś z dworu
Cezara.
ANTONIUSZ
Nie płacz nad żałosną zmianą,
Pod koniec dni mych zaszłą, i nie zawódź.
Zrób strawą myśli swych mój los miniony,
Czas, kiedy żyłem jako tego świata
Najszlachetniejszy i największy książę.
I nie wybieraj małodusznej śmierci
Ni nędznie mego hełmu przed mym ziomkiem
Nie zdejmuj z głowy. To Rzymianin pobił
W rycerskim boju Rzymianina. Teraz
Mój duch ulata. Kończę.
KLEOPATRA
Ty masz umrzeć,
Najszlachetniejszy z ludzi? Nie dbasz o mnie?
Ja mam pozostać na tym głupim świecie,
Co w braku ciebie w brudny chlew się zmieni?
Antoniusz umiera.
O, patrzcie, dziewki me! Korona ziemi
Rozpływa się w nicości! O mój panie!
Wojennej sławy wieniec zwiądł, buława
Wypadła z rąk żołnierza. Pacholęta,
Dziewczynki dziś zrównały się z mężami,
Różnica znikła. Na tym świecie, który
Oświeca księżyc, nie masz412 nic już, na co
Spoglądać warto.
Mdleje.
CHARMIAN
Ukój się, o pani!
IRAS
Władczyni nasza też umarła.
CHARMIAN
Pani!
IRAS
Królowo!
CHARMIAN
Pani, pani!
IRAS
Monarchini
Egiptu! Pani świata!
CHARMIAN
Zmilknij, Iras.
KLEOPATRA
Kobieta tylko dziś, podległa równie
Zwyczajnym namiętnościom, jak ta dziewka,
Co doi krowy i najniższe spełnia
Posługi. W oczy by mi teraz rzucić
Krzywdzącym bogom berło me, i rzec im,
Ze nim ukradli klejnot mój, dopóty
Ten świat był równy ich światowi. Próżno!
Cierpliwość głupia, niecierpliwość jako
Pies wściekły. Grzechli413 to przemocą sobie
Otwierać śmierci dom nieznany, zanim
Śmierć będzie śmiała po nas przyjść? — A cóż to,
Niewiasty? Bądźcie dobrej myśli! Cóż to,
Charmiano? Zacne dziewki me! Niewiasty,
Niewiasty, patrzcie! W lampie mej zabrakło
Oliwy, zgasła414.
do straży
Bądźcież dobrej myśli,
Poczciwi ludzie. Pogrzeb mu sprawimy,
A potem trzeba mężnie i szlachetnie
Postąpić jako najwznioślejsi z Rzymian415,
By śmierć wzbić w dumę, że nas bierze. Pójdźmy!
To, co potężną kryło duszę, zimne.
O dziewki, dziewki! Nikt nam już nie sprzyja
Prócz stanowczości nagłej — co zabija.
Wychodzą — ci na górze, niosąc ciało Antoniusza416.