SCENA CZTERNASTA

Tamże. Inny pokój w pałacu.

Wchodzą Antoniusz i Eros.

ANTONIUSZ

Erosie, czy mnie widzisz?

EROS

Widzę, panie.

ANTONIUSZ

Widzimy czasem obłok w kształcie smoka397

Lub tuman, co ma postać lwa, niedźwiedzia,

Miejskiego zamku, poszarpanej skały,

We dwa wierzchołki rozwidlonej góry,

Błękitnawego wirchu398, porosłego

Drzewami, które pochylają czoła

I zwodzą oczy, chociaż są — powietrzem.

Widziałeś te zjawiska. To są zmroku

Maszkary.

EROS

Znam je, panie.

ANTONIUSZ

Co jest koniem

W tej chwili, szybciej, niż pomyśleć zdołasz,

Rozpływa się w tumanie mgły i znika,

Jak woda pośród wody.

EROS

Tak jest, panie.

ANTONIUSZ

Mój dobry giermku, wódz twój jest w tej chwili

Podobnym tworem. Wszakci jam Antoniusz —

Lecz tej postaci nie utrzymam dłużej,

Mój chłopcze. Wszcząłem wojnę tę dla pani

Egiptu, a królowa — której serce

Mym było, jak sądziłem, moje bowiem

W jej było mocy, z nim zaś, póki swoim

Je mogłem nazwać, milion innych, dzisiaj

Straconych — ona, niby szuler, karty399

Układa dla Cezara i mej sławie

Wygraną grę wydziera oszukaństwem

Na triumf wroga!

Nie, nie płacz, mój Erosie. W naszej mocy

Zakończyć własne dni.

Wchodzi Mardian.

O, twoja pani

Nikczemna! Ona oręż mi wykradła!

MARDIAN

Nie, Antoniuszu, ona cię kochała,

A los jej z twoim ściśle był związany.

ANTONIUSZ

Precz stąd, rzezańcze wstrętny! Milcz! Zdradziła

I śmiercią umrze.

MARDIAN

Człowiek raz jedynie

Dług może śmierci spłacić — ten już ona

Spłaciła. Stało się, coś chciał uczynić,

Bez twojej ręki. Jej ostatnie słowo

Było: »Antoniusz, o najszlachetniejszy

Antoniusz!«. Po czym imię Antoniusza

Zamarło pośród straszliwego jęku.

Na ustach miała je i w głębi serca —

Oddała ducha, grzebiąc je w swym łonie.

ANTONIUSZ

Nie żyje?

MARDIAN

Zmarła.

ANTONIUSZ

Rozbrój mnie, Erosie.

Skończona dzienna praca, sen nadchodzi.

do Mardiana

Że cało stąd odchodzisz, dostateczną

Zapłatą jest za trud twój.

Wychodzi Mardian.

Rwij, rwij węzły!400

Ajasa tarcza siedmioskórna serca

Mojego przed tym ciosem nie osłoni.

O, pęknij, łono! Bądź od swej pokrywy

Choć raz silniejszym, serce, i roztrzaskaj

Swą wątłą klatkę! — Spiesz się, śpiesz się, Eros! —

Jam już nie żołnierz! — Precz, zniszczone strzępy,

Jam był was godzien. — Opuść mnie na chwilę.

Wychodzi Eros.

Dopędzę ciebie, Kleopatro, będę

O przebaczenie błagał cię ze łzami.

Tak musi być, bo każda zwłoka — męką.

Pochodnia zgasła, legniem więc na ziemi,

I dość błądzenia. Dziś wysiłek każdy

Obraca wniwecz, co osiągnie. Pora

Przyłożyć pieczęć — ot, i będzie koniec.

Hej, Eros! — Idę już, królowo moja. —

Hej, Eros! Czekaj mnie. Gdzie dusze ludzkie

Na kwietnym łożu spoczywają, staniem

Ze splecionymi dłońmi i będziemy

Ściągali na się cieniów wzrok pogodnym

Obliczem. Stracą tłumy towarzyszy

Eneasz i Dydona401, a za nami

Podąży ciżba. — Pójdźże, pójdź, Erosie!

Wraca Eros.

EROS

Co pan mój każe?

ANTONIUSZ

Odkąd Kleopatra

Umarła, żyłem w takim upodleniu,

Że bóstwa gardzą mą ohydą. Oto

Ja, którym świat ćwiartował402 mym orężem

I na zielonym grzbiecie Neptunowym403

Z okrętów stawił miasta, sam na siebie

Wydaję wyrok, że mi zbrakło męstwa

Niewiasty, że mam umysł mniej szlachetny

Niż ona, która mówi Cezarowi

Swą śmiercią: »Sama siebie pokonałam«.

Przysiągłeś mi, Erosie, że gdy przyjdzie

Potrzeba — oto zaś zaprawdę przyszła —

Że gdy za sobą będę słyszał pościg

Okropnej doli i sromoty404, wtedy,

Jeżeli każę, życie mi odbierzesz.

Czas przyszedł, spełnij to. Nie mnie dosięgniesz,

Lecz Cezarowi zadasz cios. Nie blednij!

EROS

Niechże bogowie bronią! Mam wykonać

Rzecz, której rój partyjskich strzał, choć wrogą

Miotany dłonią, nie osiągnął?

ANTONIUSZ

Chciałbyś,

Erosie, w Rzymie siedzieć gdzie przy oknie

I widzieć pana swego z ramionami

Tak złożonymi, jego kark ugięty

Z pokorą, lica kąsającej hańbie

Na żer wydane, rydwan szczęśliwego

Cezara, za nim zaś postępujące

Napiętnowane upodlenie?

EROS

Niechaj

Nie ujrzę nigdy!

ANTONIUSZ

Pójdź więc, bo mnie rana

Wyleczyć musi. Dobądź uczciwego

Brzeszczotu swego, któryś dla ojczyzny

Tak dzielnie nosił!

EROS

Daruj mi, o panie!

ANTONIUSZ

Czyś mi nie przysiągł zrobić to, jeżeli

Rozkażę, kiedym darzył cię wolnością?

Więc zrób natychmiast — lub dotychczasowe

Usługi twoje były mimowolnym

Przypadku dziełem. No, za miecz, do czynu!

EROS

Więc odwróć, panie, to oblicze wzniosłe,

Przez cały świat wielbione.

ANTONIUSZ

Już, odwracam.

EROS

Mój miecz dobyty.

ANTONIUSZ

Niech więc prędko spełni

Czyn, który skłonił cię, byś go wydobył.

EROS

Mój drogi panie, mój imperatorze,

Niech cię pożegnam, nim cios zadam krwawy.

ANTONIUSZ

Już pożegnałeś i ja cię też żegnam.

EROS

O wielki wodzu, żegnaj! Mam uderzyć teraz?

ANTONIUSZ

Tak jest, Erosie.

EROS

Dobrze więc!

pada na miecz

W ten sposób

Oszczędzam sobie łez po Antoniuszu.

Umiera.

ANTONIUSZ

O ty, ode mnie trzykroć szlachetniejszy!

Mężny Erosie, dajesz mi naukę,

Com ja był winien zrobić, a tyś nie mógł.

On i królowa ma w pamięci ludzi

Zdobyli sobie szlachetniejsze miejsce,

Niż ja. Lecz będę oblubieńcem śmierci

I w jej objęcia rzucę się jak w łoże

Kochanki. Dalej, dalej więc!! Erosie,

Twój pan umiera uczniem twym. To twoja

Nauka.

pada na miecz

Jak to, żyw? Hej, straży, straży!

Dobijcie!

Wchodzi Dercetas ze strażą.

PIERWSZY ŻOŁNIERZ

Skąd ten hałas?

ANTONIUSZ

Przyjaciele,

Źlem rzecz swą spełnił. Skończcie, co zacząłem.

DRUGI ŻOŁNIERZ

Już spadła gwiazda.

PIERWSZY ŻOŁNIERZ

Czasy się spełniły.

WSZYSCY

O, biada, biada!

ANTONIUSZ

Niech cios śmiertelny zada, kto mnie kocha!

PIERWSZY ŻOŁNIERZ

Ja nie.

DRUGI ŻOŁNIERZ

Ni ja.

TRZECI ŻOŁNIERZ

Nie, żaden z nas.

Straż wychodzi.

DERCETAS

Twa dola

I zgon rozprasza ludzi twych. Ten oręż,

Gdy Cezarowi go pokażę, razem

Z tą wieścią dobre zjedna mi przyjęcie405

Wchodzi Diomedes.

DIOMEDES

Gdzie jest Antoniusz?

DERCETAS

Tu, Diomedesie406.

DIOMEDES

Czy żywy? Człeku, czy mi nie odpowiesz?

Wychodzi Dercetas.

ANTONIUSZ

To ty, Diomedesie? Dobądź miecza

I rąb, dopóki nie wyzionę ducha!

DIOMEDES

Najdostojniejszy panie, jam wysłany

Przez moją panią, Kleopatrę.

ANTONIUSZ

Kiedy?

DIOMEDES

W tej chwili, panie.

ANTONIUSZ

Kędyż jest?

DIOMEDES

Zamknięta

W grobowcu swoim. Miała ona trwożne

Przeczucie tego, co tu zaszło. Skoro

Spostrzegła, że ją podejrzewasz o to —

Co się przenigdy prawdą nie okaże —

Jakoby w zmowę wdała się z Cezarem,

I że wściekłości twojej nic nie wstrzyma,

Doniosła o swej śmierci; lecz w obawie

O skutek wieści, śle mnie, abym prawdę

Wyjawił. Otom jest, lecz się obawiam,

Że już za późno.

ANTONIUSZ

Dobry Diomedzie,

Za późno. Straży mej zawołaj, proszę.

DIOMEDES

Imperatorska straży! Ho, bywajcie!

Hej! Pan wasz woła.

Wchodzą niektórzy ze straży.

ANTONIUSZ

Do Kleopatry mnie zanieście, bracia.

To jest ostatnia służba, jakiej żądam.

PIERWSZY ŻOŁNIERZ

O, biada, biada, panie, że nas wszystkich

Nie możesz przeżyć!

WSZYSCY

O ty dniu rozpaczy!

ANTONIUSZ

Nie, dobrzy ludzie, nie schlebiajcie doli

Boleścią waszą. Nadchodzące ciosy

Witajcie, a to będzie dla nich ciosem,

Że je znosicie bez pozorów smutku.

Podnieście mnie. Jam nieraz was prowadził,

Dziś wy dźwigajcie mnie, o przyjaciele.

Za wszystko wam dziękuję.

Wychodzą, niosąc Antoniusza.