II

Nad szmerem strumieni

Skonały niezabudki;

W łanach zbóż — bławaty;

W mrocznych lasów zieleni —

Białe smutki

Konwalii.

A Zachód wieczorny się pali

W ogrodzie, kędy1 lilia czysta

W rezygnacyi —

Swoje pierścienie obwija,

Żałobna i promienista...

Zachód wieczorny się pali

I nie będzie księżyca i gwiazd na firmamencie:

Ogień Zachodu i zmierzchy,

W jakimś szalonym zamęcie

Pokryją kirem drzew wierzchy —

I będą cyprysy;

Ubiorą w szkarłaty

Kwiaty —

I będą róże;

Spadną tumanem krwi, legną w popiele —

I będą maki;

I, dziwnym czarem ich —

Asfodele2!