Do swojej świty
Dzień po dzionku nam ucieka,
Starość zbliża się pomału
Do odzieży, do człowieka.
I my gości na spotkanie
Bez wytchnienia śpieszym wierni,
Nim zasypią mnie w kurhanie41,
Nim cię dadzą do papierni...
Któż nas wspomni? Kto opieje42
Bratnim sercom nasze dzieje?
Gdybym umiał żyć dla chwili,
Szedłbym w służbę między pany:
Tam by guzy ci przyszli
Z Porajami lub Pomiany43;
A gdy zdrowie się styrało44
Do ostatniej odrobinki,
Ty byś miała skrzynię białą,
Ja łaskawy chleb — docinki;
I po śmierci w panów dworze
Pamiętano by nas może.
Gdyby przyszło mi do głowy
Żebrzeć uczuć jak jałmużny,
Dałbym krój ci żurnalowy —
Znęcić oczy nieostróżnej;
I rozkosze bym polubił
U kościelnych nawet kratek
Ładny posag bym zaślubił,
Ładną żonę na przydatek;
Ta po zgonie — rok bez mała
Nas by pewnie wspominała.
Gdyby sława mnie nęciła,
Świat stratowałbym kopyty,
I jak Cezar lub Attyla
Był wielkością upowity;
Potem drzemał syty chwały,
Piasek oczy nim zasypie;
O mych cnotach znać by dały
Płatne treny45 na mej stypie;
A dla cześci46 — ciebie pono
Do muzeum by złożono.
Darmo! darmo!.. nie dla ciebie,
Szara świto, krój bezcześci;
Myśl o blasku i o niebie
W jednej głowie się nie zmieści.
Idźmy drogą swą powoli,
Nie zbaczając w trop zawiły,
Wierni pieśni, wierni doli,
Wierni ludziom do mogiły;
A gdy skończym — bracia47 z sioła
Choć na Dziady48 nas przywoła.