Płaszcz królewski

(Podanie historyczne)

Jedną z uliczek odległych Krakowa,

Po dniu majowym, o zmroku już dobie,

Przy niebios lampie, co nad miastem pływa,

Zwolna ją orszak otacza w żałobie,

Aż kilku xięży poprzedza z daleka,

Zlewa się z płaczem pieśnia125 żałościwa,

Gwarne we dzwony rozlega się bicie,

Mnóstwo chorągwi i świateł sowicie;

Lecz trumnę — stary tylko szmat126 obleka.

Jakiś przychodzień, jak widać z odzieży,

Szedł tędy — czoło uchylił pobożnie;

Potem k’jednemu ze starców podbieży,

I z uczciwością zapyta nieśmiało:

„Z wszystkiego widzę, że w domu zamożnie,

Dlaczegóż łachman okrywa to ciało?

Czyż mu na całun godniejszy nie stało127?”

— „Nie bluźń! — odrzecze mu starzec surowo —

Chcesz? Jać opowiem; lecz my Chrześcijanie!”

I poszedł dalej z nachyloną głową,

I młodzian za nim.

Już ostatnie słowo:

„Wieczny spoczynek daj mu, Chryste Panie! ”

Chwiejąc się, z wolna wzleciało ku niebu;

Już ziemia wraca na rodzicy łono.

Zdjęto łachmany z trumiennego wieka

I ze czcią w piękny pokrowiec złożono.

Obcy człek tajni z ócz starca docieka;

Starzec skwapliwie128 wziął rękę młodziana:

„Gdyśmy spełnili powinność człowieka,

Niech inszych stypa przynęca pijana —

Pójdźmy inędy129! ”

I poszli z pogrzebu,

Tam, kędy wstęga błyszczy się wiślana.

— „Nie dziś to było, nie za moich latek,

Chociaż ta głowa ośm krzyżyków130 dźwiga.

Był i za domem, i w domu dostatek,

I cześć u ludzi, i łaska u Pana,

Gdy Króla Chłopków131 latorość132 kochana,

Gdy nam władała po Piastach Jadwiga133.

Było wszystkiego.. . Lecz piękna królowa,

Świętym małżeństwem związawszy dwa kraje,

Przelała władzę — i krew Olgierdowa134

Nagrody, kary po prawdzie rozdaje; —

Złożyła przepych — i ludzkości gwoli135

Oddała swoje klejnoty, dostatki,

Na podźwignienie tonących w niedoli,

Na odrodzenie naszej Almy-matki136

Sama, jak gdyby nie na tron stworzona,

Zakonną suknię przywdziała jak wdowa,

I prostym płaszczem okryła ramiona.

Znali ją przedsię i czcili poddani,

I hołdy nieśli nie sukni, a pani.

Było to w jesień — pięknego coś rana,

Jak to się mówi, w dzień babiego lata.

Wyszła dnia gwiazda, otyła, rumiana,

Lecz bez uśmiechu, coś jakby zaspana,

Zimno spojrzała na obszary świata.

Siwizną wieku szron oblekł naturę,

Milczy — snadź137 w piersiach już głosu nie stanie138.

Ściska za serce uczucie ponure,

Zda się, że patrzysz — na wielkie konanie.

Dzień ten — to uśmiech, co139 darzy młodziana

Z łoża boleści gasnąca kochana...

Krzemienie serce chyba nie usłucha

Przyjść na wezwanie cierpiącego ducha.

Stare Wawelu rozwarły się wrota:

Królowa wyszła ponad brzeg wiślany,

Z nią piękny orszak od srebra a złota,

Dworskie służebne, panięta i pany.

Lecz mimo złota i drogich kamieni,

Wśród nich Jadwiga, jak lilia wśród cierni,

Jak perła w konsze, jak jutrznia wśród cieni:

Byliby piękni — przy niej są mizerni.

Bóg ją ubarwił nieziemskimi wdzięki140

I pięknym ciałem odział duszę piękną:

Jeden jej uśmiech — już zleczył twe męki,

Jedno skinienie — tysiące uklękną,

Spojrzy — to Miłość i Wiara z Nadzieją,

A zacznie mówić — ptaszęta niemieją.

Lecz dzisiaj... dzisiaj coś sama nieswoja;

Darmo ją bawić chcą słudzy najszczersi:

Jak niezabudka kwitnąca u zdroja,

Powisła główką ku szlachetnej piersi.

Nagle zawrzały ponadbrzeżne chatki:

„Pani! tam Pani!” — i dziatwy gromada

Jak pszczółek z ula z chałupek wypada.

„Pani! hej, pani!” — i wprost jak do matki,

Jak do rodzonej, skoczyły pisklęta;

Ruch, gwar, jak w czasie Kurkowego święta.

Tłum różnowzorny otoczył Królową;

Ten u jej kolan, ten już na jej ręku...

— „Tak dawno! dawno!”... — „Bo byłam daleko,

Za siódmą górą, za dziewiątą rzeką...

No, jak się-ż macie? a w domu czy zdrowo?

I ty tu, rybko!... a! i ty błazenku!

Jakże się macie? jak idą pacierze?”

I zabrzęczała niesforna rozmowa,

Spór o pierwszeństwo, o Zdrowaś, o Wierzę;

I wpół ucięte, zagadkowe słowa,

Co miłujące tylko serce streści,

Związała w jedno najświętsza osnowa:

Dźwięk zespolonej miłości i cześci141.

Lecz gdzie krom142 smutku Bóg radość nadarza?

Życie tych uczuć amalgamat143 ścisły...

Gdy wkoło pani natłok się pomnaża,

Trącon znienacka młodzieńczyk kotlarza

Stoczył się z brzegu we wrzący nurt Wisły —

I grób ruchomy zasklepił swe brody...

Pani krzyknęła: „O! kto w Boga wierzy!”

I wnet co było ze dworskiej młodzieży

Wszyscy na ratunk skoczyli do wody.

Po chwili — strasznej niepewności chwili,

Co życie całe skupiwszy w minucie,

Szarpie i miota osłupiałe czucie —

Śmiali pływacze z wód się wynurzyli.

Dziecię zdrętwiałe u królowej łona

Zwisło na ręku jak trawka skoszona.

Gdy z przerażenia ochłonięto przecie,

Jadwiga, zdjąwszy swój płaszcz zakonniczy,

Skrzepłe od zimna otuliła dziecię;

Jeden i drugi chętnymi ramiony

Przynieśli pomoc dla Królowej żony;

I B ó g to sprawia, czego dusza życzy:

Cicho... nieznacznie odetchnął chłopczyna,

I mętne oczki otwierać zaczyna.

Tedy z modlitwą ku Najświętszej Pannie,

Pocieszycielce niedoli człowieczéj,

Królewskim płaszczem okryte starannie,

Oddano dziecię macierzyńskiej pieczy...

Biedny, kto nie czuł matczynej wdzięczności,

Kto łez matczynych, kto nie zna radości!

I pani, zawsze tak uprzejma, miła,

Dzięków nie słucha, twarz dłonią zakryła —

Władczyni świata, łez matce zazdrości:

Och! biedna, biedna — bo matką nie była...

Takąśmy mieli służebnicę Pana

I takie króle, mój młody człowieku...

Gdyby umiała ta struga wiślana

Ludzkimi słowy opowiedzieć jaśnie144,

Co ona pomni z dawniejszego wieku —

Dzisiejsi ludzie wzięliby za baśnie!

Bo cóż im powie ten piasek ruchawy,

Ten zimny kamień, lub trawka krzewiasta?

Takie to dziwnie pospolite sprawy!

A wszakże tutaj, na tejże wybrzeży

Świeża, jak trawka, co wiecznie odrasta,

I ta pamiątka przyczajona leży;

Patrzy z kamienia, z roślinki oddycha,

Oku za drobna, słuchowi za cicha.

Bo dziś nam dosyć obecną żyć chwilką,

Bo dziś my przeszłość niezdarnym pustkowiem

A sami w pysze wielkimi się zowiem;

Prawda, że wielcy — żal, iż w słowiech145 tylko...

Ale odbiegłem mój rzeczy osnowy.

Po krótkiej dobie146 od owej przygody,

Świąteczną barwę przywdział gród zamkowy

I stary Kraków wyładniał jak młody.

Przyszło pociechy z nią wesela siła147,

Szczęście ze szczęściem biegło na wyścigi:

Bo też nie lada uroczystość była

Powrót od Litwy i święto Jadwigi.

Właśnie się w Litwie i tarło, i mełło;

Pani zjechała, ku zgodzie ją chyli:

I mężny Witold148 ze srogim Skirgiełłą149,

Obadwaj szorstkie puszcz litewskich syny,

Obaj na siebie srożsi od gadziny,

Ku czci Jadwidze w pochwy miecz złożyli,

I obiecali pohamować wodze

I mieć ją sędzią w polubownej drodze,

Nim znowu rzucą żagiew rozpaloną.

Ona wróciła na stolicy łono.

Owoż, gdy natłok na zamku się gniecie,

Przyszły i cechu kotlarskiego posły,

I za płaszcz, którym okryła ich dziecię,

Nowy a piękny Jadwidze przyniosły.

Najstarszy z posłów i wiekiem, i zdaniem

Rzekł do królowej odwiecznym zwyczajem:

„Życzliwym sercem, choć prostym gadaniem,

Tobie, Królowo i Matko, cześć dajem.

Jako umiemy, parobkowie prości,

Dusznie Ci życzym: daj Bóg długie lata,

Daj Bóg Ci dożyć ze wnuków radości

I łaski Boskiej jak cześci u świata!

A co się tyczy owego zaś płaszcza,

Który, gdy dziecku na zgubę się wiodło,

Utulił, ogrzał ptaszeczkę ochłodłą,

Co mu wydała zazdrościwa paszcza:

Toć prosim, nie gardź, co dajem w zamianie,

A płaszcz ów zasię niech przy nas zostanie.

Niechaj snadź z ojca na syna przechodzi,

I trumnę zdobi, jak życie okrasza;

Niechaj się uczą więc starzy, więc młodzi,

Czym jest Królowa oraz Matka nasza”.

Pani ich słowem przychylnym obdarzy,

I szczerej prośbie uczyniła zadość;

I była wielka, bardzo wielka radość,

Gdy płaszcz królewski został u kotlarzy.

I długie wieki przepłynęły z wodą,

To piorunami, to znowu pogodą; —

Ale do uczuć nie przyszło utraty:

Płaszcz ów na zawsze pozostał w swej cenie,

I każdy kotlarz, ubogi, bogaty,

Weń się ubiera na wieczne spocznienie...

I pozostały na relikwię — szmaty...

Lecz myśl — duch wieczny — po czasu powodzi,

Jako ów święty, suchą nogą chodzi.