Obraz nadchodzi

Matka bije dywany, podlewa szlauchem chodnik,

myjemy nawet listki kwiatów czule jak niemowlaka.

Wszystko lśni, gdy Obraz wchodzi z sanktuarium,

pobrudzone woskiem atlasy opierają się o próg,

tłum jak zagazowane muchy rozprasza się w sieni.

Niepojęta jest pieśń do pudła, z którego macki

madonny jak wymyte resztki pelargonii schodzą

pojedynczo na gumolit, niepojęty jest ten Obraz,

który mnie przemienia w przestraszone dziecko.

Diabeł Milocardin1

Pod zgniłym siennikiem, w kiblu — królestwie

władcy much za stodołą, w telewizorze rubin,

na strychu, gdzie nietoperze odwracały świat

do góry nogami, a czas tlił się nerwowo

jak popularne papierosy znalazł mnie diabeł.

Pojechał ze mną do miasta na olimpiadę z chemii,

na pierwszą dyskotekę do remizy strażackiej,

pozwolił bez zmrużenia oka czytać Egzorcystę,

był moim pierwszym, cierpkim kochankiem.