XI.

A Trojden w zamku — już wdarł się na wały,

Powiązał straże łyczanemi57 sznury58;

Trąby litewskie w warowni zagrały;

Wstąpił w swe prawa zwycięzca ponury.

Litwin z okrzykiem do skarbcu się wdziera

I srebra Piastów garściami rozdziela.

Drzwi do kaplicy rozdarła siekiera,

Gdzie był złocisty obraz Zbawiciela;

Zabrano srebrne wzorzyste ornaty,

Złote kielichy i relikwijarze.

Do nóg Trojdena padał ksiądz brodaty,

Pewien, że świętość uszanować każe.

Trojden popatrzył na oblicze Chrysta:

«To Bóg wasz? — spyta — za cóż go męczycie?»

Stanął, podumał — i łza uroczysta

Z oczu pogańskich polała się skrycie;

I rzekł do księdza: «Ten krzyż to mi znany,

Bo go Krzyżacy na swych płaszczach noszą;

Pewno to przez nich Bóg ukrzyżowany:

Bo oni męczyć gotowi z rozkoszą.

Czemuście, pytam, stary wajdeloto,

Nie dali wiedzieć do Litwy w tej chwili?

Tam insze bogi — ale mniejsza o to —

Waszego Boga my byśmy bronili.

Och! jak on cierpi! jak zraniony srodze!

Za cóż go męczą ciernistą koroną?» —

Tak mówił Trojden — i krzyknął na wodze,

By nic z kaplicy więcej nie ruszono.

Litwa, czcząc rozkaz książęcej potęgi,

Wyszła z kaplicy i dalej się wali

W ciemne komnaty, gdzie chowano księgi

Pargaminowe59 z klamrami ze stali.

Jedne z nich świętsze a oprawne suto,

Stalnym łańcuchem do półki przykuto; —

Insze, obite cedrowemi deski60,

Pobożna ręka zebrała dokoła,

To są Doktory, Ojcowie Kościoła,

Z nich dusza ludzka ma pokarm niebieski;

A insze pracy niesłychanej potem

I piękne kunsztem wybornej skryptury61,

Malował barwą, naprowadził złotem

Mnich benedyktyn świętokrzyskiej góry —

To chrześcijańskiej nauki filary

Ewangielija62 lub Testament stary;

A insze zasię pargaminu skręty,

Żywe świadectwo pięknej świata chwili,

To Marek Tullus, Horacy, Wirgili,

Starego Rzymu relikwijarz święty.

Rzym, chrzestna matka Lechowej krainy,

Tuląc ją k’sobie63 niedawnemi laty64,

Podarowała ten spadek jedyny,

Jak święte krzyżmo65 wiary i oświaty.

Piśmienne skarby Piastowie od wieka

Zbierali skrzętnie, kupowali drogo.

Ale się Litwin w książki nie zacieka:

Lęka się czarów, które w nich być mogą.

Zamknięty w klamrach może tam duch jaki

Wywoła wróżbę Litwinom złowieszczą;

Kto wie, te czarne i kraśne66 zygzaki

W swych ostrych żądłach czy jadu nie mieszczą.

Tak się lękając nieznanej potęgi,

Trojden spoglądał na łacińskie księgi;

Wdział rękawicę — i wolumen stary

Ujął, popatrzył raz, drugi i trzeci,

I rzekł do Litwy: «Wynieście te czary,

Puścić je z dymem — niechaj zło uleci».

Więc dzika tłuszcza na księgi się miota,

Odziera klamry ze srebra i złota,

I w środku zamku suty67 ogień kładnie68,

I skarby wiedzy rzuca nań bezładnie.

A kiedy ogień z między kart wybucha,

Gdy się pargamin kurczy i popieli,

Litwini z boku naocznie widzieli

Latającego ponad stosem ducha:

Jak biały ptaszek zwinął się w przestrzeni.

Otoczon blaskiem ze siedmiu promieni.

To był zaprawdę duch mądrości Bożej,

Z którego Światło, Roztropność, Odwaga;

Ten Duch skrzydlaty nie mści się, nie sroży;

Kiedyś go Litwa na klęczkach przebłaga;

On na jej głowę rzuci swe odblaski

Ze siedmiorakich promieni swej Łaski.