X.
Właśnie przy zwłokach leśnego rogala
Huczna drużyna piła pogrzebowe,
Gdy łoskot trąby odezwał się z dala,
Głuchy, niepewny, stłumion51 przez połowę52;
Raz... drugi... trzeci... ozwały się wreszcie
Okrzyki mężów i płacze niewieście.
Konrad spójrzenie zwrócił ku drużynie:
«Słyszycie — mówi — skąd ten okrzyk płynie?»
«Nic, Mości książę, wszak słuch mi się nie ćmi;
(Odpowie Pełko, starszy wojewoda)
To jakaś w wiosce kłótnia między kmiećmi53.
Kończmy kielichy: bo przerywać szkoda!»
«Czyście słyszeli te trąby rozgwary?»
(Zapytał książę Zbigniewa Kanclerza).
«To jakiś strzelec zwoływa54 ogary.
Śpieszmy do lasu: bo opuścim zwierza».
«Widzicie łunę pożarną na niebie?»
(Rzekł ku Lassocie, staroście warowni).
Lassota spójrzał naokoło siebie:
«To nic — odpowie — to jacyś wędrowni,
Jacyś pielgrzymi, wracając z odpustu,
Przy drodze sobie naniecili chrustu55.
Spocznijmy raczej, miłościwe książę:
Bo jutro rano pracowite łowy.
Niech Wasza Miłość swój pancerz odwiąże».
Taką dał radę starosta grodowy;
Trafiło słowo do ucha Konrada:
Odwiązał pancerz i swój oszczep składa,
A na niedźwiedni, jak w miękkiej pościeli,
Układł się56 książę, plemię Ziemowita;
Wzorem książęcia dworzanie posnęli.
A poza lasem znowu trąba zgrzyta
I słychać jęki zmięszane z hałasem,
I chmura dymu zawisła nad lasem.