XVIII.

Trojden pokraśniał93, spuścił wzrok ku ziemi

I zakłopotan do dziewicy rzecze:

«Kniahini Lachów! my chrobrzy z chrobremi;

Lecz u nas w piersiach jest serce człowiecze.

Żaden zły zamiar w mej myśli nie postał,

I żal, i wstyd mi, żem zwyciężcą został.

Lecz na to wojna... ta czasem zaślepi,

Czasem się rycerz w bitwie zapomina,

Wziąłem wasz zamek — to nie moja wina:

Dlaczegóż wasi nie strzegli go lepiej?

Nie wskrzesić z martwych tych, co w boju padli;

Lecz każę przestać wojennej srogości.

Nie mówcie, proszę, żeśmy zbyt zajadli,

Przyjmijcie, Lachy, Litwinów za gości;

Dziś w waszym zamku zajmiemy załogę,

A jutro w dalszą puścimy się drogę!»

Rzekł i na stronę wodzów odprowadza,

Wydał rozkazy do drużyny dzikiej

I w jednej chwili Trojdenowa władza

Ucisza w zamku bojowe okrzyki.

Staje jak wryta zawścieklona tłuszcza,

Wpół taktu w bójce żelazo upuszcza,

Tylko z dziedzińca posłyszysz z daleka

Jęknie raniony lub trwożny ucieka.