XVII.

Trojden pchnął we drzwi — ciężkie rygle pękły,

Skrzypnęły rdzawe zawiasy na osi.

Litwin się cofnął, jak gdyby przelękły,

Rękę do boku... i już miecz podnosi:

Mniemał, że jaka ukryta zasadzka,

Miał już syn puszczy zaryknąć z nałogu;

Lecz się opatrzył — to dziewica lacka

Przeciw zwyciężcom stanęła na progu.

Była to Hanna, córka Ziemowita,

Rycerska siostra gnuśnego Konrada.

Jak biała róża, gdy jeno91 rozkwita,

Tak twarz dziewczęcia nadobna i blada;

Lecz jej spójrzenie ogniście się żarzy,

A wyraz strachu nie postał na twarzy.

Po ojcu wnuczka i prawnuczka Piasta,

Kędy się rodzą i Chrobrzy, i Śmiali,

Wśród szczęku broni rodzi się, wyrasta,

Dzieckiem igrała z bardyszem ze stali.

Stara piastunka nad księżniczki głową

Nuciła starą piosenką bojową,

Gwarzyła różne ciekawe powieści

O Litwie srogiej i łagodnej razem;

Cóż więc dziwnego, że umysł niewieści

Zbratał się z wojen straszliwym obrazem?

W czarnej odzieży i w białem nagłowiu,

Stanęła we drzwiach jak rycerz na straży,

Myśliwski oszczep dzierżąc w pogotowiu,

Groziła przebić, kto wnijść się odważy.

Litwin oszczepu nie lęka się pchnięcia,

Złamałby oręż, co dziewica pieści;

Lecz piękny wyraz godności niewieściej

Straszliwszem ostrzem przebił pierś książęcia.

Jakiś wstyd przebiegł po zwyciężców tłumie;

Znowu spójrzała — cofnęli się srodzy,

I mową ruską, co Litwa rozumie,

Tak się ozwała do litewskich wodzy:

«Słabość dla mężnych jedyna zapora.

Nie wnijdziesz dalej: bo tam matka chora.

Książe rycerskie! bądź wierny twej cześci,

Nasza niedola niech nas zabezpiecza.

Szanuj dom Piastów w dniu jego boleści,

Nie nadużywaj praw twojego miecza.

Prawa zwyciężcy, zdobyte gwałtownie,

Kończą się tutaj, gdzie jęczy choroba.

Masz skarby nasze, piwnice, zbrojownie,

Zabieraj wszystko, co ci się podoba,

A cześć uszanuj w godzinę złowrogą:

Bo twoje losy przeważyć się mogą.

Nie patrz szyderczo, że słaba i młoda

Grożę oszczepem chrobremu wodzowi:

Gdy o cześć idzie, Bóg losy stanowi,

Bóg mię uzbraja, a rozpacz sił doda.

Potrafię umrzeć; lecz dopóki zginę

Nie wstąpisz, wodzu, w komnaty matczyne!»

Rzekła — i k’piersiom92 litewskiego księcia

Podnosi oszczep, na życie niepomna,

Płonie w jej twarzy wstydliwość dziecięcia,

A w oczach zapał i wola niezłomna.