XXV.
A druga uczta na zamku Konrada.
Jeszcze weselej i jeszcze tam słodziej:
Wróg przeciw wroga do stołu zasiada,
Obadwaj111 chrobrzy i obadwaj młodzi;
Toczą rozhowor112 o łowach i psiarnie113,
O bystrych koniach i rodzajach broni.
A Hanna włosy znad czoła odgarnie,
Patrzy w Trojdena, słów jego nie roni;
Tak zasłuchana i zaciekawiona,
Sama nie zgadnie, co się w głowie marzy;
Jeno skraśnieje jak wiśnia czerwona,
Gdy wzrok Litwina spocznie na jej twarzy;
A sama nie wie, że swemi oczyma
Lwa straszliwego na uwięzi trzyma.
Ale król puszczy nie zwykł do łańcucha,
Nie zdoła w ciszy zachować się dłużej;
Nie zwykła taić, gdy się serce burzy,
Mężna pierś jego westchnieniem wybucha;
Nalał swój puchar, wypił go w połowie:
«Kniahini Lachów! to za wasze zdrowie,
W cześć waszej córy! ja k’niej114 sercem płonę.
Dajcie mi Hannę, dajcie mi za żonę!
My stara Litwa, żołnierscy a prości,
U nas długiemi słowy się nie mami.
Szerokie moje ziemice i włości;
Wiecznem przymierzem opiszę się z wami;
Książęce skarby złożę pod jej nogi;
Zrównam jej głowę z wielkimi mocarze115;
Będzie czcić swoje, a ja swoje bogi,
Będzie się modlić, jak jej wiara każe;
Zostanie bóstwem na litewskiej ziemi;
Będzie królować nad ludźmi dobremi!»
«Mocarzu Litwy! jam tylko niewiasta;
(Odpowie matka) — jam przyzwolić rada.
Konrad jest głową u rodziny Piasta:
Mocarzu Litwy! zapytaj Konrada».
«Hanno! — brat spyta — wola, czy nie wola?»
Hanna oblicze w drobnych rączkach chowa:
«Trojden zwycięzca — jam branka bojowa,
Niechaj od niego zależy ma dola;
Niech waszym chęciom uczyni się zadość;
Będę nagrodą szlachetnego dzieła!»
Klękła przed matką i płakać poczęła,
A przez jej oczki prześwieca się radość.