II

Stuka, puka topor w lesie,

Echo wstrząsa cisz gajową;

I mnie wieść żałośną niesie,

Że mieć będę chatę nową.

Dach nad dawną moją chatą

Ręka cieśli w próchno zwali,

I że wkrótce, w przyszłe lato,

Będę mieszkać okazaléj. —

Ach! gdy runą z tą starzyzną

Każda izba, każdy kątek,

Gdzież podzieną się39 — wyślizną

Tyle wspomnień i pamiątek?

Czy bywało serce bije

Uniesieniem, smutkiem, strachem,

Mnie najlepiéj, gdy się skryję,

Pod zakwitłym moim dachem.

Czy bywało radość wchodzi —

Ściany echem się odezwą,

Czy to boleść — znieść ją słodziéj,

Tu i płakać było rzeźwo. —

Oto przyzba, oto ganek —

Stąd słuchamy, gdy z pobliska

Nadniemeński wychowanek,

Słowik świętą piosnkę tryska;

Czasem tęskną myśl mi poda,

Czasem rzewność tak głęboka,

Ani ujrzysz, gdy ci z oka

Łzy poleją się jak woda.

Raz... pamiętam... zachwycenie

Z rzewnym smutkiem serce burzy...

O! jak błogie i westchnienie,

Gdy je druga pierś powtórzy!

Ot mój pokój, mój różowy,

Malowany w kolor cegły, —

Och! wokoło biednéj głowy

Jakież myśli tu przebiegły!

Ot na ścianie wieniec żyta

Pamięć żniwa i dożynek. —

Oto sofa pyłem kryta —

Mój po pracy wypoczynek —

Ot mój stolik, tron potęgi,

Tam szpargałów leżą roje —

A to szafa — a w niéj księgi —

Zguba moja, szczęście moje!

A nad stołem, tam, wysoko —

Buja nitka pajęczyny.

W nią wlepiałem moje oko,

W lube dumań mych godziny.

W nią patrzałem, gdyby w tęczę,

Gdy na czole ciężar czułem

Lub gdy myśli pasmo snułem,

Wątłe, słabe jak pajęcze.

Oto komin — druh wesoły,

Tu wchodziły cygar dymy,

Tum fajczane trząsł40 popioły,

Tu paliłem moje rymy. —

A ot druga izba w parze:

Lubo41 nié ma w niej przestworu,

Tu bywało co wieczoru,

Chodzę sobie i cóś gwarzę.

Tu bywało, gdym znużony,

Słodkie wczasu42 mam godziny,

W uściśnieniu lubéj żony,

Lub w pieszczotach méj dzieciny.

Tu kobierzec w kraśne43 kwiaty,

Po kanapie rozpostarte,

Tutaj stolik do herbaty,

A na ścianach — Bonaparte.

O lubiłem w téj izdebce,

W gwarze gości tchnąć weselem,

A najbardziéj gdy się szepce

Z ukochanym przyjacielem. —

Oto pokój mój do wczasu!

Łoże twardsze niżli44 cegły —

Stąd daleko od hałasu,

Tędy moje sny przebiegły.

Czasem w lubych mar osnowie,

Czasem mara myśl przelękła,

Ot węzgłowie45 — w to węzgłowie,

Ej nie jedna łza zasiękła46!