III

Mówią o skarbcu i starzy, i młodzi,

Po całym kraju powieść się rozchodzi —

I mówił prymas do pobożnych księży:

«Niech egzorcyzmem piekło się zwycięży,

Śpiéwajcie psalmy i uderzcie w dzwony,

Snadź202 że ów piéniądz na kościoł sądzony.

Orate fratres203, téj duszy cóś boli.

Od mąk czyscowych204 modlitwa wyzwoli!

Zbrojny w modlitwę i święconę wodę,

Ja sam was bracia do zamku powiodę,

I skarb zabierzem». I oto kapłani

Wychodzą, w szaty świąteczne przybrani,

Choć po ich czołach pot ocieka zimny,

Biją we dzwony i śpiéwają hymny,

Święcą zwaliska i pełni popłochu,

Przy świetle gromnic tłoczą się do lochu.

I widzą postać zbrojnego widziadła —

Postać jęknęła i na twarz upadła,

Lecz kiedy prymas, za którym szło grono,

Sięgnął rękami, kędy skarb złożono,

Widmo powstaje, rękę mu odpycha,

Pies brzęknął w łańcuch i zawarczał z cicha.

Prymas nie wątpi, że strachy odegna,

Żegna upiora, i upior się żegna: —

Święconą wodą kropi go co chwila,

Upior się modli i głowę uchyla.

Więc chrześcijanin... nie lęka się krzyża,

Lecz trąca, kto się do skarbu przybliża.

Próbują księża wszyscy po kolei,

Śpiewają psalmy: «Miserere mei205».

I upiór śpiéwa, i uklęka z dala,

Jeno do skarbcu tknąć się nie dozwala.

Jęczy aż echo odzywa się w gmachu;

Kapłani zbladli, umilkli ze strachu,

I przerażeni wybiegli spod ziemi,

A jęk grobowy ozwał się za niemi.