IV

Mówią o skarbcu i starzy, i młodzi,

Po całym kraju powieść się rozchodzi —

I król zawołał: «Skąd ten postrach płonny?

Ej mości panie podskarbi koronny!

Znając odwagę nigdy nieomylną,

Wierności waszéj polecamy pilno:

Ruszaj do zamku! to sprawa ojczysta,

Rzeczpospolita na skarbie skorzysta;

A jakieś widmo co przestrasza księży,

Mego rycerstwa pewno nie zwycięży».

Więc uzbroiwszy i piersi, i głowę,

Lecą pancerni w zwaliska zamkowe,

Lecą w sto koni, na śmierć obojętni:

Wesołe echo po zwaliskach tętni,

Mieczami brzęczą, a tu nuta żwawa,

Bojowa surma serca im dodawa.

Zsiedli z rumaków — i w szykownéj parze,

Tłoczą się w wąskiéj i ciemnéj pieczarze,

Weszli do lochu — cofnęli się w trwodze...

Widmo rycerza klęczy na podłodze.

Wbiega podskarbi (a śmiały był dosyć),

Każe rycerstwu cały skarb wynosić...

Widmo spójrzało strasznemi oczyma,

Wzniosło prawicę, do boku się ima,

I z dzikim zgrzytem, co by wzruszył skały,

Wyciąga z pochwy swój miecz zardzawiały:

Zwarli się bojem — szczękła stal na stali,

Trupie żelazo jakby ogniem pali,

Rąbie pancérze i gruchoce kości; —

A brytan skuty wścieka się ze złości;

Skacze rycerstwu na piersi, na ramię,

Zakrwawia ręce i oręże łamie;

Kto się posunie już na ziemi leży,

Widmo zrąbało secinę rycerzy.

«Nie walczyć z duchem! — wykrzyknęli starzy —

Nas nie przemogli Szwedzi ni Tatarzy,

Przemogło widmo, na jawie czy we śnie...

Trudno dotrzymać, gdy rażą boleśnie!»

Więc bladzi, we krwi, wybiegli spod ziemi,

A jęk grobowy ozwał się za niemi.