III

Mój pan, młódszy ode mnie, ciągle czytał księgi,

I miał głowę nabitą mądrością niemiecką,

Ale umiał szanować stare niedołęgi;

Ja mu bywało bajam, on słucha jak dziecko,

Słucha, lecz czasem mówi: «ja temu nie wierzę —

Bo w księgach nie tak stoi». — Ot dziwak uczony!

Pomawiali go ludzie, że trzymał z masony,

Lecz to fałsz, sam widziałem jak mówił pacierze. —

Dobrze mi było, dość chleba i czasu,

Niekiedy panu stare rzeczy plotę,

Czasem kuflową podzielam ochotę,

Najczęściéj idę ze strzelbą do lasu.

Bywało sobie w wieczornéj godzinie,

Mówiąc koronkę usiadam na dworze;

Liczę Zdrowaśki, patrzając na zorze, —

Ni stąd ni zowąd i łza mi popłynie!

A była u mnie ta przywyczka marna

Żem trzy gwiazdeczki polubił z zapałem;

Malutkie gwiazdki, jak... makowe ziarna,

Ja tylko jeden znaleźć je umiałem,

Jam je odróżniał z innych gwiazdek grona,

Drżałem, gdy która nie dość jasno świeci.

Ponadawałem im synów imiona,

Wierząc, że one to gwiazdki mych dzieci.

Tak się to w serce wrosło, wkorzeniło;

Że gdy pochmurna albo mglista pora

I moich gwiazdek nie ujrzę z wieczora, —

Cóś mi na duszy tęskno i niemiło.