VI

Nocował z bracią, a nazajutrz rano

Nie poszedł w drogę, — dni za dniami biega,

Dziad nie odchodzi, bo i nié ma czego,

Gdy mu tak dobrze za kratą furcianą.

Pod bokiem kościoł, korzystając z pory,

Starzec się modli od samego ranka,

Daléj obiadek, a daléj nieszpory,

I przyjacielska z ojcy pogadanka;

Ma czysty siennik i wygodną celę,

Ma w refektarzu197 swój stolik, gdzie jada,

Nawet w drewnianym i szczupłym kościele

Jest wedle kruchty ławeczka dla dziada.

Tydzień i drugi dziad bawi z rozkoszą,

Lecz być natrętnym nie wypada dłużéj,

Już by i poszedł, lecz go księża proszą:

«Pozostań starcze! wypocznij z podróży!»

I tak do siebie przywykli nawzajem,

Że kiedy przyszło pożegnanie rzewne,

Dziad się nie kłaniał żebrackim zwyczajem,

Lecz ściskał ojców jakby swe pokrewne —

Przełożonemu oddał ze swéj szyi,

Krzyż Chrystusowy i medal Maryi.