VII

Dziad powędrował — i wieść przepada,

I zapomniano starego dziada;

Aż oto... minął miesiąc, nie daléj,

Pańska karoca po bruku pali,

A za nią wozów ładownych w zboże,

Wąska ulica objąć nie może.

Strojny w bogate z futrém czamary,

W karocy siedzi pan jakiś stary;

On skinął ręką — i wozy staną

Przed trynitarską furtą drewnianą;

Pan wysiadł z wozu i przed kościołem,

Zdjąwszy swój kołpak, uderzył czołem,

A jako dobrze świadom téj strony,

Poszedł do celi, gdzie przełożony.

Widząc, że postać tak znakomita,

Ksiądz przełożony u progu wita,

Prosi do celi, jeżeli łaska;

Pan się uśmiécha i brodę głaska:

«Ej dobry księże! czyż w nowéj szacie

Starych znajomych już nie poznacie?

Patrzaj — jaż przecię żebrak ten samy,

Coś sprzed kościelnéj przywiódł mię bramy,

Coście tak długo ojcowie mili,

Chlebem karmili, winem poili;

Dziś znów przychodzę do was gościną,

Lecz niosę z sobą mój chléb i wino,

I was zapraszam do mego stołu;

Co Bóg udzielił, jedzmy pospołu,

A co zostanie, użyjem godnie,

Zjedzą ubodzy albo przychodnie!» —

Ksiądz przełożony patrzy ciekawie,

Nie wie, czy we śnie, czy to na jawie,

Nie śmie zadawać pytań starcowi.

Ten się uśmiechnął i daléj mówi: