I

Jak ponad grobem wśród nocnéj pory

Błądzą ogniki i meteory,

Tak dni ubiegłe, dawne dni nasze,

Zawsze uroczy promień opasze.

Choć one były zwykłemi dniami,

Ludzie ci sami i tacy sami,

I świat, i człowiek jedną miał dolę:

Chmury na niebie, troski na czole;

Niekiedy jutrzni promień szeroki

Rozjaśnił serce, przebił obłoki,

I znów się ukrył za gęste mgliska;

Z niebios deszcz pada, z oczu łza tryska,

I tak się ciągle miesza na ziemi:

Chwilka pogody z dniami tęsknemi; —

A jednak promień przeszłości złoty

Każe zapomnieć chmur i tęsknoty:

Gdy w tamtą stronę myśli pobiegą6,

Rzewniéj na sercu — Bóg wié dlaczego!

Rok dawno zbiegły dziwne ma wdzięki!

Bo to rówieśnik naszej jutrzeńki7;

A tamci ludzie dlatego mili,

Że w naszém życiu świadkami byli

Piérwszéj pielgrzymki — kiedyśmy śmieli

Ku niewidomym celom lecieli,

Za motylami, to za kwiatkami,

Za wszystkiém piękném, co oko mami,

Za wszystkiém miłem, co serce pieści, —

Nie tak jak dzisiaj — gdy syn boleści,

Zaznawszy świata, głowę schyliwszy,

Co chwila mędrszy i nieszczęśliwszy,

Obarczon ciężką sakwą podróży,

Gdy mu dawniejsza siła nie służy,

Krwawiąc się cierniem i ostrém zielem,

Idzie do celu — a grób tym celem.