II

We dnie i w nocy zwożono cegły,

Dźwigane ludu wielkiemi siły;

Już się w obronne ściany uległy,

Już się w wysokie baszty spiętrzyły.

A każda wieża głowę piętrzastą

Chlubnie podnosi na Litwę całą

I Gedymina odwieczne miasto

Piękną a groźną postać przybrało.

Snadź50 duch Jagiełłów czuł radość nową,

Z wysokich niebios gdy spojrzał na nie,

Przez Gedymina pierś granitową,

Przebiegło ciepło w zimnym kurhanie,

Do swej wzniesiona już wysokości,

Kiedy ostatnia baszta stanęła,

Sędziwy biskup płakał z radości,

Widząc owoce swojego dzieła.

I drżące ręce wznosi ku ścianie,

I do modlitwy kolana chyli.

«Teraz w pokoju puść mię już Panie!

Bo upragnionej dożyłem chwili!

Zabezpieczenie w potomne wieki,

Twojego ludu widzą me oczy:

Niechże mur drugi, mur Twéj opieki,

To chrześcijańskie miasto otoczy».