IX

Pan burmistrz spełnił to, co mu każe,

Święty nieboszczyk — nazajutrz do dnia54

W Miednickiéj Bramie postawił straże,

By najpierwszego spotkać przechodnia.

O piątéj z rana bramę otwarto:

Któś idzie pieszo z miednickiéj drogi...

I w miejskiej bramie stanął przed wartą

Pokaleczony żołnierz ubogi.

Twarz ma i postać jeszcze młodzieńczą:

Stąpa szykownie, zbudowan składnie,

Lecz głuchym kaszlem piersi mu brzęczą

I skaleczoną ręką nie władnie.

Skłonił się warcie, wstrzymał się w bramie,

Spojrzał na nowe żelazne wrota

I rzekł z boleścią, co łez nie kłamie:

«Gdzież się ja udam, biédny sierota!» —

«O, ja waszmości drogę pokażę!

Pójdziesz na ratusz, sąd cię opisze». —

Rzecze mu żołdak, co pełnił straże,

Ze śmiechem patrząc na towarzysze.

«Na ratusz! — krzykną. — Kto waszmość taki?

I skąd przychodzisz w tak rannéj chwili!»

Rozswawolone miejskie żołdaki

Halabardami go otoczyli.

«Po co na ratusz? Héj! hola! hola!

Albom ja zbrodzień? — rzekł żołnierz śmiele —

Ja wracam z boju, z kleckiego pola,

Tatarskie rany noszę w mém ciele!

Szanujcie rany! bo jak Bóg miły,

Jeszcze choć szczudłem bronić się mogę!»

Ale żołdaki go ostąpiły,

Wejścia do miasta przecięły drogę.

«Wasz ratusz żadną nie jest mi władzą!

Ja jestem szlachcic!» — wolał kaleka;

Lecz go żołdaki gwałtem prowadzą,

Gdzie na ratuszu obrada czeka.