X

Od Nowogródka wieść niezbyt trwożna:

Zbiega się szlachta, bliscy, dalecy,

Pan Marcin Gasztołd czyni, co można,

Gromi Tatara z murów fortecy.

Pan Iwan Tryzna i pan Niemira

Biją ich w polu, poza murami,

Illinicz mści się za klęski Mira,

Gdzie wyginęli bezbronni sami.

Radziwiłłowi Nieśwież spalili,

Wioski spalili — lecz czynszownicy,

Wnet siedli na koń i w jednéj chwili

Łeb im strzaskali w Dorohowicy;

Na zamku słuckim dzielna niewiasta,

Wdowa po mężnym kniaziu Siemionie,

Stała w obronie swojego miasta,

Jako orlica w piskląt obronie:

Tam głowa rodu, mały kniaź Jerzy,

Pod okiem matki dziarsko się chowa;

Cóż jeśli Tatar znienacka wbieży

I lube dziecię w więzy zakowa!?...

Lecz król i Gliński spokojni o nią,

Bo księstwo słuckie wojska ma dużo,

A bojarowie kniahinię bronią,

Zaścianki szlachty wiernie jéj służą;

Sama kniahini sercem nietrwożna,

Na zamku armat, prochu dostatki:

Więc co do Słucka, spuścić się można

Na wierność bojar42 i rozpacz matki.