IV

Dziś wszyscy wajdeloci76 i wszyscy kapłani

Tylko strachem i cześcią przejmują się dla niej;

Nawet Krywekrywejte z wileńskiej świątyni

Przysyła posłanniki i ofiary czyni

Bogom, co w zamku Pullen, pod wróżbiarki strażą:

Bo Poklus, bożek piekieł, z zagniewaną twarzą

Stanął przed nią widomie77 — a Litwini dzicy

Przynieśli mu ofiarę z krwi synogarlicy,

I przed jego posągiem padając na lice,

Kadzili pruski bursztyn i wschodnią żywicę,

Mniemając, że krew ptasza, albo wonność droga

Przebłaga zagniewanie straszliwego boga.

Lecz Poklus, niedowolen takową ofiarą78,

We trzy dni znowu stanął przed wróżbiarką starą;

Na strasznych jego uściech gniew trzęsie się bladszy,

A ognista źrenica jeszcze srożej patrzy.

Widząc, że tu krwi ludzkiej wymaga bożyszcze,

Lutas przebił swą rękę — a ze krwi, co świszcze,

Czynił całopalenie, modlitwę, zaklęcie,

A naród zgromadzony już uwierzył święcie,

Że krew, co z ręki mężnej wysączona tryska,

Gdy się spali, niebiosa i piekło pozyska.

Buchnął płomień podsycon rycerską posoką,

Ucieszyła się Litwa; ale Marti oko,

Co zamknięte dla świata zna tajniki piekła,

Nie zajaśniało blaskiem.