VII

Po Litwie wdąż plądrują krzyżackie pałasze142,

A bezbronni mieszkańcy, jak pisklęta ptasze,

Widząc srogiego sępa, co już wnet uderzy,

Gromadzą się i tulą pod skrzydła macierzy —

O dziesięć mil wokoło zbierają się w grona,

Spieszy do zamku Pullen ciżba przepłoszona.

Margier otwiera wrota — spotykać wychodzi;

A dziesięć wielkich czółnów i rybackich łodzi

Snuje się wciąż po Niemnie, wyściga się, spieszy

Gwoli mężów i niewiast i kapłanów rzeszy.

Z dziesięciu bujnych łanów wymłócono żyto,

Pięćdziesiąt tucznych wołów na pokarm zabito,

Nawarzono ałusu143, nasycono miodu,

Margier ma karmić dziatwę swojego narodu,

Jako ów ptak zamorski — pelikan mu imię —

O którym powiadają powieści pielgrzymie,

Że kiedy wygłodnieją, kiedy żer niełatwy,

Własne piersi rozdziera na pokarm dla dziatwy.

Tak i Margier, szczęśliwy, że doń przyszli swoi,

Chętnie sercem nakarmi, krwią własną napoi,

Podzieli się i chlebem i sercem, i siłą,

Byle Litwie niegłodno i bezpiecznie było.

Do Pullen niech już idą rycerze krzyżowi:

Tam przyjąć najezdników od dawna gotowi,

Tam kamiennych toporów i włóczeń ze stali

Dawno już naciosali, dawno nakowali;

Wielkie stosy kamieni zniesiono na wieżę,

Na zaruchotanie karków zakutych w pancerze;

Wyjeździli rumaków doznanych w gonitwie —

A piersi bohaterskich nie zabraknie Litwie.

Jeźli Krzyżak na polu Litwinów pokona,

To jeszcze twierdza Pullen od Niemna broniona —

Z wysokimi basztami i podziemnym lochem,

Nie tak snadno144 ją zdobyć siłą lub popłochem.

Na basztach czujna warta przechadza się wokół,

W zamku Margier tak mężny, tak czujny jak sokół,

Pod ziemią strasznych bogów i Marti mieszkanie,

Tam się Litwa wspomoże, kiedy sił nie stanie.

Choćby już wzięła zamek drużyna krzyżacza,

Z Poklusem i Perkunem niechże walkę stacza,

I na pioruny bogów, na Litwy postrzały,

Niech się Krzyżak posunie, jeźli taki śmiały;

Jeżeli mąż się spodli i straci nadzieję

Niewiasta garnek wrzątku na oczy mu wleje.