X
Ludno i gwarno w zamku przywykłym do ciszy;
Ledwie zdoła pomieścić tysiącznych przybyszy.
Uwijają się tłumy i konno i pieszo;
Mężowie ostrzą miecze i kamienie krzeszą
Na topory i młoty, na dzidy i strzały
(Oręż ze staroświeckich czasów pozostały); —
A poważni starcowie zszedłszy się do rady,
Opowiadają dawne krzyżackie napady,
Ciosają krzepkie drzewca do stalnych bardyszy,
I uczą władać bronią młodszych towarzyszy.
Najstarszy z między starców, Lutas siwobrody,
W gromadzie wojowniczej zwija się jak młody;
Piorunny jego o krzyk na chwilę nie zmilczy;
Przywdział do góry włosiem szubę147 z szerści wilczej,
I sutym łbem, z leśnego niedźwiedzia odartym,
Przystroił siwą głowę i napuścił hartem
Swój topór staroświecki, wypróbowan laty,
I na brusie kamiennym toczy miecz szczerbaty;
Wąsy białe, jak mleko, najeża do góry
I brodę, co od szarej, kudłatej wilczury148
Dziwnym blaskiem odbija — a zgrzybiała ręka,
Co trzęsła się niedawno, gdy w struny zabrzęka,
Podźwiga ciężki kamień aż na górę wieży,
I biada łbom krzyżackim, gdy na nie wymierzy!
Okrzyk wojny odmłodnił odrętwiałe kości,
Trąbka wskrzesza w nim ducha dawniejszej dzielności;
Pod bronią wyprostował pochyloną szyję,
A poczuł, że krew młoda do serca mu bije.
Tak Niemen obumarły pod bryłą lodową,
Gdy się wiatrem wiosennym odżywi na nowo,
Silniejszym wirem pędzi ku cichej zatoce,
I mocniejszymi ciosy w brzeg piaszczysty grzmoce.
Zgrzybiałej starca twarzy i mętnej źrenicy,
Jakby Perkun użyczył ognia błyskawicy,
Czarodziejską potęgą tak iskrzy się z dala,
I najlękliwsze piersi do męstwa zapala.
„Hej! — woła — naprzód, Litwo! na mury, na wały!
Ażeby duchy ojców was nie przeklinały,
Ażeby wasze dzieci wyrastały krzepko!
Widzicie? miecz krzyżacki tuż nad ich kolebką,
Słyszycie? psalm niemiecki już zatrząsa knieję,
Oto już dym pożarny zza lasu czernieje; —
Patrzajcie, tam, na lewo! naprzeciw Puniały
Sztandar Wielkiego Mistrza połyska się biały!
Widzicie liczny hufiec, co tej szmaty strzeże?
Złocisto żwirowane błyszczą ich puklerze,
Do łuków, dzieci Litwy! powitajmy gości!
Zaraz się brzeg Niemnowy trupami umości.
Do łuków! — niechaj każdy jedną pierś rozbija:
Bo tutaj w każdej piersi niebezpieczna żmija!”