XII
— „Bracia moi! — rzekł Ransdorf z zapałem i skoro128 —
Poszanujcie uczucia, co mi w piersiach gorą!
„Czy mnie, com skłonił szyję do zakonnych jarzem,
Com już wykonał śluby przed Pańskim ołtarzem,
Czy mnie wolno otwierać dla miłości łono,
Pokochać córkę Litwy, pogankę niechrzczoną?
Tego nie wiem — lecz w Bożym miłosierdziu tuszę129:
Bo czuję, że ta miłość uświęca mi duszę.
Ale za cięższą zbrodnię, za gorszą ohydę
Snadź mi Pan Bóg poczyta, że na wojnę idę
Jak dowódca łuczników: — czyż postąpię godnie
Wiodąc miecze mordercze, pożarne pochodnie?
I rozbijając piersi, zapalając ściany,
Gdzie byłem, nieprzyjaciel, jak brat powitany?
Gdzie mnie srodzy Litwini przyjęli, jak swoi,
Gdzie Margier chlebem karmi, Lutas pieśnią poi,
Gdzie Egle, boska Egle zbawia Krucygiera,
I rękę mu podaje, i serce otwiera...
Szatan chyba, nie człowiek, miałby w poniewierce
Co najdroższe na świecie: chleb, pieśnie i serce!
Niemcy! ja kocham Litwę — nie zhańbię me ramię130;
Ja mój pancerz podepcę, ja mój łuk połamię,
Lecz nie pójdę na wojnę, jak zbójca z jaskini.
To cóż, że książę saski dowódcą mnie czyni?
Ja lękam się... nie tego, że mi złamią szyję;
Lecz Margier niewdzięcznika spojrzeniem przebije,
Lub w piersiach pęknie serce, co tak się rozżarza,
Albo Bóg strasznym gromem ciśnie na zbrodniarza
Odpowiedzcie Mistrzowi, on na to ma władzę,
Niech mi życie odbierze — ja Litwy nie zdradzę!”
Tak mówił młody Ransdorf z rumieńcem na twarzy,
A w orlich jego oczach aż iskra się żarzy,
Drga mu serce, jak fala gdy ją wicher wzruszy.
„Wilhelmie! wara blużnić uczuciom mej duszy!
Choćbyś stokroć był starszy i wiekiem, i zdaniem,
Ciskam ci rękawicę z bojowym wyzwaniem;
Choćbyś stokroć wprawniejszy do miecza, lub młota,
Doświadczysz, czym jest ramię, którym zapał miota!”