XIII

Tak mówiła śmiało.

O duszo Margierowa! czemu słabe ciało

Obrałaś za mieszkanie? czemu we łzach oczy?

Czemu ten dym, co buchnął, twoją główkę mroczy?

Czemu płomień pożarny, co się mignął z dala,

Z piersi ostatni oddech gorącem wypala?

Egle traci przytomność, chwieje się i pada,

płomień już się wgryza, sklepienie przejada,

I w głębokie podziemie od baszty przyległej

Posypały się głownie i runęły cegły.

Spośród gruzów pożarnych, dymu i płomieni,

Porwali biedną Eglę łucznicy strwożeni;

A Ransdorf na ich czele, jako czujna warta,

Ukazuje im drogę, płomienie rozgarta192;

A gdy wyszli z podziemia, on drżący i siny

Mieczem toruje drogę pomiędzy Litwiny.

Tam już z wałów ostatnie cofnęły się straże,

A twierdza jednym hukiem goreje w pożarze;

Ze wszystkich stron Krzyżacy wpadają i wrzeszczą,

A ich trąba ogłasza godzinę złowieszczą,

To chychoce, jak szatan, to syczy, jak żmija.

A Litwa nieprzytomnie sama się zabija:

Tam morderczym toporem brat uderza brata,

Ojciec własne niemowlę bardyszem rozplata,

Dzika Marti ze stosu płonącego drzewa

Ostatnią dla nich pieśnię pogrzebową śpiewa,

Poleca swoim bogom dusze tych, co płoną,

I wywija w powietrzu siekierą święconą.

Ransdorf z lubą zdobyczą przebiega podwórze,

Przeciska się przez ognie, topory i noże,

I mieczem nieprzytomne wymierza zamachy

A jego hełm i pancerz, wykowane z blachy,

Napaliły się w ogniu, pierś i głowę pieką. —

O! w tej głowie, w tej piersi goręcej daleko!

Wrząca dusza młodziana silniej płomienieje

Od zgryzot i obawy, i trwożnej nadzieje.