XIV

Wierni jego łucznicy, uchyliwszy głowy,

Nieśli omdlałą Eglę za obwód zamkowy,

Gdzie spod olchy, zawarte kamieńmi i kłodą

Poczynają się lochy, co do Niemna wiodą,

W których była ostatnia obrona Litwina,

A których dziki widok tyle przypomina.

Och! bo w życiu Ransdorfa to miejsce nie lada:

Tędy go wiodła miłość, tędy wiodła zdrada,

O poranku szedł tędy na czele swej młodzi,

A teraz jak kochanek szczęśliwy przechodzi.

Lecz choć sercu i męstwu dziś stało się zadość,

Czemu na jego twarzy nie kraśnieje radość?

Czemu serce nie kipi w swobodzie młodzieńczej

Gdy szlachetne żądanie skutkiem się uwieńczy?

Już swobodny od mieczów i pogorzeliska,

Czerpa wodę z potoku, na twarz lubą pryska —

Egle dala znak życia, snadź że coś pamięta,

Swobodniej odetchnęła pierś, bolem ściśnięta,

Otwarła jasne oczy — o radosna zmiana! —

I niebem zabłysnęła dla duszy młodziana,

I sili się przypomnieć wszystkie dnia koleje:

Gdzie jest? dokąd ją wiodą? co się w zamku dzieje?

Chce, ale nie śmie spytać, a choć się zapyta,

W oczach tylko łuczników odpowiedź wyczyta:

Bo ich trwogą przeraża podziemne bezdroże,

Zguba jeszcze tak blisko — a głos zdradzić może.

„Czas nagli do pospiechu! uciekajmy skoro!”

Tak wołając, łuczniki na barki ją biorą,

A Ransdorf, z zapaloną pochodnią, na przedzie,

Znajomymi zakręty cały orszak wiedzie;

Aż w milczeniu ostrożne posuwając kroki

Stanęli u wybrzeża Niemnowej zatoki.

Tam, jak Ransdorf zawcześnie193 przygotować każe,

Czeka już łódź niemiecka i zręczni wioślarze.

Egle jeszcze w półmartwa, złożona do łodzi,

Spojrzała w stronę zamku, skąd okrzyk dochodzi,

I na krwawe płomienie, co jej dom pożarły,

I okrzyk rozpaczliwy z piersi obumarłej

Przeszył piersi Ransdorfa jak ostrym żelazem:

„Puszczajcie mnie do ojca! ja zginę z nim razem!

Ja przed obliczem śmierci odważnie dostoję,

Jak wszyscy bracia moi, jako siostry moje!”

Tak jęknęła boleśnie i ręce załamie,

I znów omdlałą głowę przewiesza na ramię,

tA Ransdorf klęczy przed nią i słowa nie mówi,

A wioślarze, na wodza skinienie gotowi,

Zepchnęli łódź do wody, zaszumiały wiosła,

I fala z cichym szmerem ich czółno poniosła.