XIV

Bo duch ludzi rycerskich kształci się za młodu:

Krzyżak już kochał dziewczę swojego narodu,

Zmienne koleje uczuć już grały w młodzianie:

I szczęście, i cierpienie, i odczarowanie,

To uwielbiał, to szydził, to znów gonił mary,

Czuł miłość, jak młodzieniec, rozumiał, jak stary.

Mógłby już opowiadać swego serca dzieje:

Bo zakuta pancerzem pierś prędko mężnieje.

Bo w obozie Krzyżowców wkrada się znienacka

I szlachetność rycerska, i gminność45 żołdacka.

Od dziecinnej kolebki, z matczynego łona

Wysysał chrześcijańskich wielkich cnót nasiona;

Siwy ojciec, bywało, na konia go bierze,

I uczy robić włócznią, i mówić pacierze,

I powieścią turniejów zabawia chłopaka,

Gdzie najpiękniejsza z dziewic, jakby święta jaka,

Z wysokiego krużganku pogląda ku ziemi

I rozdziela nagrody siędzy walczącemi.

Cóż za dziw, że powieśćmi rozmarzone dziecię,

Uczyło się po Bogu dawać cześć kobiecie?

Że, nim w piersiach zagrała namiętności burza,

Wierzył w ziemskie anioły, jak w anioła stróża?

Że marzył o dziewicach promiennie i świetnie? —

A kiedy serce młode, osiemnastoletnie,

Zadrgało lubym dreszczem, co się z wolna wkrada,

I zapukało silnie ku córce sąsiada —

O! wtedy błogich myśli tak wiele... tak wiele!

A w duszy taka świętość, jak w Pańskim kościele,

A dumki takie piękne, tak czyste jak złoto!

Czy był wzajem kochany? — ani pytał o to!

Choć lubego współczucia mógł dopatrzyć trocha,

Lękał się jej znieważyć — nie mówił, że kocha;

Tylko czuje pacholę, że mu coś uroczej,

Gdy patrzy w święte niebo, lub w jej piękne oczy.

Ale niewinność serca, to, jak pył na kwiecie,

Pierwsza burza żywota oberwie i zmiecie.

Ledwie włócznię udźwiga, ledwie pancerz spina,

Poszła na dwór krzyżacki niewinna dziecina;

Tam starszyzna i młodzież, wśród hucznej swawoli,

Z najdroższej jego wiary odarli powoli;

Tam, gdy ucho ciekawe bluźnierstwom otworzy,

Zawahał się w swej wierze i miłości Bożej,

Zakosztował z puharu — przed rumieńcem z wina

Rumieniec wstydliwości już pierzchać poczyna;

A otwartych zalotów raz zostawszy świadkiem,

Wstydził się świętych westchnień, co ronił ukradkiem,

Wpośród wesołych wdziękiń na dworze i w mieście

Zapomniał cześć rycerską, co winien niewieście.

Śladem idąc, gdzie droga skażenia ubita,

Sam kłamliwie przysięga, o prawdę nie pyta,

A za godło rycerskie przybrawszy motyla,

Nowymi uczuciami bawi się co chwila.

Miłość, wiarę, nadzieję, wszystko brał za baśnię;

Choć przypłaci niewiarę, choć serce zadraśnie,

Udawał sam przed sobą, że nie boli rana,

Zdobywał się na uśmiech z przesadą młodziana;

I przyszły namiętności — ugięty ich próbą

Młodzian począł morderczą walkę z samym sobą

Bo dusza gdy się bożych napije promieni,

Szatan zbawienne ziarno niełacno46 wypleni.

Jedno święte westchnienie kiedy piersi ściśnie,

Jedna łza uroczysta gdy z oczu wytryśnie,

Już dusza odrodzona, ognista i młoda,

Na długo się, na długo zwątpieniu nie poda;

Jeszcze nieraz w zapasach grot piersi rozłamie,

Lecz do ciosów odbicia hartowniejsze ramię.