IV

Wieczność nad światem krąży nieprzerwanie,

Zmienia się oracz, chociaż jedna niwa;

A na cmentarzach, na kościelnéj ścianie

Coraz to nowy nagrobek przybywa, —

I jeśli zważysz — w tejże saméj chwili

W nowéj kolébce nowy gość zakwili.

Przyszłość z przeszłości wyradza się staréj,

Tak pomalutku, tak niepostrzeżenie,

Jak drobne brzozy lub dębu nasienie

Wyrasta listkiem, wystrzela w konary; —

I jak najstarsi ludzie nie przypomną,

Latorośl marna, uboga, maleńka,

Już dzisiaj wiechą wieńczy się ogromną,

Jéj pień starzeje, olbrzymieje, pęka,

Sieje dokoła krzewiste nasiona,

A żółte próchno wysypuje z łona.

W każdym niebieskiéj jutrzeńki88 rozświcie

Kończy się życie i poczyna życie:

Kwiat stugodzinny, człowiek stuletni

I historyczna tysiąców lat era,

Czy słońce świeci posępniéj czy świetniéj,

Za każdą chwilą, rodzi się — umiera.

Nie dojrzy żaden dar jasnowidzenia,

Jako świat boży oblicze przemienia,

Jak rozwinięty w swych prawach swobodnie

W jednej godzinie starzeje i młodnie89.