III

Tak go zajęły te względy łaskawe,

Że ani spojrzał na rodzinne ściany,

Ojcowski dworek wypuścił w dzierżawę,

A czynsze z niego — przegrywał z dworzany.

Domek, co niegdyś ojcowska siekiera

Wyciosywała ze skrzętnym mozołem,

Dziś drewnianemi szczudły się podpiera,

Jak stary żebrak, jak dziad pod kościołem.

Słomiana strzecha pokryła się cała

Mchy zielonemi i plamy czarnemi,

W oknach gdzieniegdzie szyba pozostała,

Ganek i przyźba osiadły ku ziemi.

Gruszę cienistą wycięto sprzed chaty,

W ogródku chwasty wyrosły krzewiście,

A klon uwiędły, zeschły, rosochaty,

Ledwie niemnogie i żółte miał liście.

Pszczółki rzuciły opróchniałe barcie,

Gęste pokrzywy wyrosły u płota;

Stare, poczciwe i zaklęte wrota

Zdają się prosić o lepsze podparcie.

A między ludźmi jeszcze jest podanie:

Jak ojciec Skarga poświęcał je nowo

I swe zaklęcie jak położył na nie,

Aby runęły nad zdradziecką głową.

Lecz, dzięki Bogu, wrota nie runęły,

Choć niepodparty słup ledwie się trzyma:

Na starej Litwie w dziedzinie Jagiełły,

Są grzeszni ludzie — ale zdrajców nié ma.