II

Krzysztof Szeliga na birżańskim dworze

Urastał w łaskach książęcia Krzysztofa.

Postać miał dziarską a spojrzenie hoże,

Dłoń, co się nigdy przed szablą nie cofa,

Umysł przytomny, a poczciwe serce —

Czemuż tych darów na lepsze nie użył?

Gdyby krajowi poświęcił w żołnierce,

Jakby się pięknie wsławił i zasłużył!

Jeszcze za życia Zygmunta trzeciego,

Zamek birżański gdy obiegli Szwedzi,

Młody Szeliga wraz z drugim kolegą,

Zebrawszy ciżbę zamkowéj gawiedzi,

Sprawił wycieczkę i śmiałym obrotem

Niemałą klęskę napastnikom zadał;

A kiedy Birże poddały się potém,

On w różnych miejscach na Szwedów napadał.

Obok książęcia na bitwach niósł zdrowie,

I z chrobrem sercem do rozprawy staje;

Nadstawiał piersi, aby się wrogowie

W głębsze litewskie nie przedarły kraje.

Był to niedługi zawód wojowniczy,

Co w lat dwadzieści znowu się ożywił:

Bo gdy po przodkach Birże odziedziczy

Książę koniuszy Bogusław Radziwiłł,

Szeliga zawsze Radziwiłłom wierny

Podzielał księcia wyprawy bojowe,

Pod Beresteczkiem wiódł hufiec pancerny

I kozaczyznę poraził na głowę.

Już czoło jego siwizną się prószy

Ozdobne w laury ojczystéj zasługi;

Lecz z owych laurów żartował w swéj duszy:

Bo on krajowi — nie służył jak drugi.

Jeno zdobywał łaskę u magnata,

Co chciał krajowi dowodzić przemocą,

Poszedłby, zda się, i na koniec świata,

Biłby się zawżdy86, nie pytając o co,

I przy tureckiem stanąłby sztandarze,

Jeżeli książę koniuszy rozkaże.

Na świetnym dworze księcia Bogusława

Nie było mowy o Rzeczpospolitéj:

Szlachta — narzędzie pańskiéj myśli skrytéj,

Gdzie jeno skinie, wszędy hurmem stawa87,

Ani pytając tego, co na przedzie,

Czy dobrze wiedzie? i dokąd zawiedzie?

Na zjazdach szlachty Szeliga niebacznie

Kierowan ręką, z której pragnął złota,

Rokosze w wojsku poszeptywać zacznie

I na powagę królewską się miota,

I z owym mieczem, co poświęcił Skarga,

Na pomazańca Pańskiego się targa.

Skarga już nie żył i ojciec już nie żył,

Otworem stały do swawoli drogi,

Nikt go nie ujął słowami przestrogi,

Nikt pogardliwém okiem go nie zmierzył.

A łaska pańska ku niemu się wdzięczy,

A przepych dworski tak nęcił z daleka,

Że oplątany jak w siatce pajęczéj,

Z rozkoszą własnéj woli się wyrzeka, —

I nie pojmował, jak szlachta wśród wioski

Może brać sochę lub siekierę w ręce,

Mieć inną barwę krom Radziwiłłowskiéj,

Mieć inne myśli jak myśli książęce.