IV
Przez lat trzynaście pełniąc służby boże,
Skarga pracował piórem, sercem, głową,
Ranek miał w zamku, cały dzień w klasztorze,
Chyba że znowu do zamku pozową22.
Król, który pragnął, aby starość święta
Na długie lata chowała się krzepko,
Co dzień, bywało, najwierniej pamięta,
Aby go dworską odsyłać kolebką23.
Ale apostoł pełen ducha mocy,
Brzydził się blaskiem wytwornej karocy
I tak powiadał: «Do czego te dziwy?
Królu i panie wielce miłościwy!
Ścieżka do zamku z klasztoru mi znana,
Ani daleką, ni błędną mam drogę;
Staremu rzeźwiej przechodzić się z rana,
Więc chodzić pieszo i pragnę, i mogę.
Zbawiciel świata, większy pan niż Skarga,
A przecież wierną otoczony rzeszą
Po piaskach judzkich święte stopy szarga,
Z miasta do miasta przechodząc się pieszo».
Ale król na to: «O mój księże miły!
W trzydziestu leciech24 Chrystus nie był stary,
Ale w te lata, z waścinemi siły,
Nie porywaj się z Chrystusem do miary!»
Chciał Skarga mówić cóś o świętym Pietrze,
Swoim patronie — ale król nie słucha.
A że nastało zimniejsze powietrze,
Nastała w mieście śnieżna zawierucha:
Więc wyszukano na królewskiéj stajnie25
Skarbniczek mały, wygodny, niekryty,
Co o godzinie szóstej jednostajnie
Szedł pod mieszkanie księdza jezuity,
Wiózł go co ranka pod świątynię dworną,
A o południu pod furtę klasztorną.