IX

Poczęły trwożne szerzyć się pogłoski

O nieprzyjaznym dla Polski sąsiedzie:

Że podkanclerzy, zdradny Radziejowski,

Na zgubę braci szwedzkie hufce wiedzie.

Tuż za pogłoską, szedł i skutek spieszno:

Runęły w Polskę zastępy Wandali,

A gród poznański i Kalisz, i Leszno

W ręce zwycięzców wodzowie oddali.

Wojewodowie i kasztelanowie,

Co w wolnym kraju i wyznać sromota,

W pokorném piśmie i w pokornéj mowie

Królowi Szwedów składali swe wota.

Janusz Radziwiłł wnet przeszedł do Szweda,

Wiodąc za sobą szlachtę z Litwy całéj,

I poszła daléj zwycięska czereda; —

Wkrótce ją mury warszawskie ujrzały.

Uszedł król polski ze swojéj stolicy,

Coraz po kraju tułając się daléj;

Pierzchli koronni niegdyś pochlebnicy,

Co jeno łaski u tronu szukali.

Opuszczał króla silny i bogaty,

Szedł i Szwedowi swą przychylność kłamał.

Biedny mieszkaniec zaściankowéj chaty

Spojrzał dokoła — i ręce załamał;

A obcy pychy poszeptom zdradzieckim,

Przysiągł nie zdradzić króla i swéj ziemi,

Naostrzył brzeszczot rękami chrobremi

I szedł do swoich łączyć się z Czarnieckim.

Stefan Czarniecki, mąż kuty z żelaza,

Z niewielką garstką nie zdradził swéj wiary:

W nim kraj rodzony, w nim Kazimierz Waza

Widzieli męża, co jak granit stary,

Zaległszy morza wściekłego wybrzeże,

Sam jeden lądu od powodzi strzeże.

A w tym niezłomnym wiekowym granicie,

Przy którym fala ściele się bezwładnie,

Jakież skry ognia! zaraz w nich ujrzycie,

Za lada starciem jak piorun wypadnie.

Ruś gości w Wilnie, Chmielnicki we Lwowie,

Szwed zajął Poznań, Warszawę i Kraków;

Już wszystkie grody stołeczne Polaków

W rękach zdobywców jak nędzne pustkowie.

Trzy wielkie wichry w całéj swojéj sile

Kiedy na jedną budowę gruchnęły,

Zda się dziedzina Piasta i Jagiełły

Będzie na troje rozdarta za chwilę.

Nie masz wyboru dla prawego męża,

Jeno polegnąć pod domowém zgliszczem;

Lecz mądrzy mówią: może cóś uzyszczem,

Pójdźmy się kłaniać temu, co zwycięża.