VII

Tak w owe czasy — nim w Polskę strzeliły

Cztery pioruny, ze czterech stron świata,

Pan porozdwajał, pogmatwał jéj siły,

Z gościńca przodków odbieżał Sarmata.

Bezrząd na wszystkiém swoję pieczęć kładzie,

Nosi jéj cechę już Rzeczpospolita;

A niegdyś baczny na wszystko Lechita

Stał się porządnym — jedynie w bezładzie94.

Panowie radni oblegają króla

I za starostwa przedają swe wota; —

Szlachta na sejmie po gospodach hula,

Pjanemi95 słowy na wszystko się miota,

Rzuca na króla i na senat zakał,

Każdą myśl jego zabija w jutrzeńce96.

Och! często, często boleśnie zapłakał,

Często załamał Jan Kazimierz ręce —

I tęskne myśli posyłał za morze,

Gdzie tron ojcowski posiadł mu kto inny,

Gdzie lud monarchom posłuszny, powinny,

Gdzie król poddanych uszczęśliwić może.

A tutaj... tutaj gdzież jest tronu władza?

Naród do szczęścia sam sobie przeszkadza.

Tu groźna północ od Szwedów i Rusi

Dwoma chmurami z daleka się sroży;

Tutaj Chmielnicki, prawdziwy bicz boży,

Kraj naddnieprowy oderwać się kusi,

Krwią lacką spluskał ukraińskie stepy,

A nie masz środków postawić mu czoła:

Sejm tylko jeden uczynić to zdoła,

Ale sejm polski, gwarliwy a ślepy,

Gdzie dola kraju, gdzie obrona dziatek,

On się targuje z królem o podatek.

Jęczą na nędzę i szlachta, i pany;

Jednak tym jękom trudno dawać wiary:

Bo dzisiaj w ziemi, kopając kurhany,

Mnogie znajdujem grosze i talary —

Na których stęplem ówczesnych myncarzy

Odbite rysy Kazimierza twarzy.

Snadź97 w owe czasy chciwość czy obawa

Kryły przed sejmem, że grosza jest dosyć,

I trudno było o szeląg uprosić

W imieniu kraju lub w imieniu prawa.

Senator chowa swe grosze do skrzyni,

Mnich się bogaci, panoszy bez granic,

Szlachcic o zbytki dwór królewski wini,

A na pobory nie zgadza się za nic.

Każdy od nędzy rzekomo się garbi,

W liczbie podatku niedoboru kreski,

Zakłopotany koronny podskarbi,

Zakłopotany podskarbi litewski.

Wojsko bez żołdu sztandary opuszcza,

Poborca grosze roztrwania bezładnie, —

A na sejmikach wykrzykiwa tłuszcza:

Że król niebaczny, że podskarbi kradnie,

Że wszystek zasób wyciągnięto z chatek,

Że przyjdzie z głodu umrzeć na ostatek.

A patrz po kraju, kędy grosz się trwoni?

Za jedną szczyptę zamorskiego ziela!

Co sług! co potraw! co psów, a co koni!

Jak tryska wino! jak huczy kapela!

Patrz, ile kanak98 z dyjamentu warty

W stroju mężczyzny, białogłowy, dziecka!

Jakie sobole, tygrysy, lamparty! —

Rzeczpospolita zbytkuje szlachecka.

Za dwie wieczerze nadwornej szarańczy

Można uzbroić chorągiew’99 hussarzy;

Lecz szlachta szumi, o swobodach gwarzy,

Na grobie kraju śmieje się i tańczy,

Ani chce wiedzieć, że tu wnet naskoczy

Groźny Chmielnicki, Szwed albo Rakoczy,

Gdy się na głowę zwala Siedmiogrodzie,

Kozak i Rusin gdy do walki zowie100,

Na wałach fortec jaśni starostowie

Sieją warzywa, jak gdyby w ogrodzie,

Mur z bastyjonem rozbijając stary,

Budują z niego śpichrze i browary101.

Rzadko gdzie w domu szlachcica-rycerza

Był koń, zbroica lub miecz w pogotowiu;

Żołnierz koronny, zbyt folgując zdrowiu,

Wlókł z sobą łóżka i pościele z pierza.

Na wież obronnych niedawne zwaliska

Wspina się koza i ogryza chwasty.

Na straży żołnierz dziesiąty, dwunasty:

Bo reszta hula albo lud uciska.

Czegóż nie działał ów motłoch łakomy

Na cudze grosze majętność i domy!

Na niewinnego potwarze wymiata,

Mówiąc: ten zdrajca, ten z wrogiem się brata,

Ten ranił sługę, co był pod mą władzą,

Ten ukradł konia, co do mnie należy.

Więc do hetmana niewinnych prowadzą,

A ich domostwa oddają łupieży;

Mordują, ranią, gdy rabować nie dasz

Biorą co wola i niosą na przedaż.

Zamiast starszyznę mieć w zacnej powadze,

Szemrał na króla, rotmistrze, hetmany,

Składał swe zjazdy żołdak zbuntowany

I groźny oręż podnosił na władzę.

Rzadko kto mawiał: «Dopomóż mi, Boże!

Sławo! ja głowę dla ciebie położę!».

Częściej słyszałeś z ust rycerskiéj braci:

«Służę i czartu, jeśli mi zapłaci102».