XV

Wyrocznia króla a Polski ozdoba,

Filar potężnéj jezuitów rzeszy,

Skarga serdecznie z Szeligą się cieszy,

W szlacheckim domku snadź71 wielce spodoba.

Świętyż był wieczór i pełen radości

Z dawnym woźnicą, co przepędził społem!

A gdy wieczerzać siadł za jego stołem,

Niech mu kasztelan krakowski zazdrości!

Bo się senator żaden nie poszczyci,

Że kiedy Skargę przyjmował w gościnie,

By święte usta umoczył w węgrzynie,

Choć go prosili męże znakomici.

A tu bez prośby, bez żadnéj odmowy,

Przy plastrze miodu i przy misie mleka,

Nie upokorzył biednego człowieka,

Wypił z nim miodu pucharek cynowy.

A po wieczerzy, kiedy się krzątano,

Zasłać mu łoże jak najmiękciéj72 zda się,

Pod siwą głowę on sam posłał dla się

Ostre i twarde z błot litewskich siano.

Wszystkich domowych pobłogosłwiwszy,

Klęknął, gdzie zimna ceglana podłoga,

W gorących modłach błogosławił Boga,

Że dzisiaj zesłał dzień mu najszczęśliwszy.

Za ciernie życia, co musim przenosić,

Za ból codzienny, co nam serce targa,

Jednej nagrody byłoby już dosyć:

Przyśnić sen taki, jak miał ojciec Skarga.

Bo okiem duszy musiał widzieć żywo

Bóstwo promienne, a ludzkość szczęśliwą,

A najszczęśliwszy — to stary Szeliga;

A on sam klęczy przed niebiosów progiem,

Prawicą w piersi bije się przed Bogiem,

Lewicą ludzi z podołu podźwiga.

Takie sny święte, wolne od zakały

Nad głową Skargi ulatać musiały.