XIV

Tak, żyjąc z ludźmi albo czyniąc modły,

Starzec lat kilka doma69 gospodarzył,

Kiedy mu gościa niebiosa przywiodły,

O którym nawet i we śnie nie marzył.

Był to ksiądz Skarga — dla zakonnéj sprawy

Jadący tędy do Wilna z Warszawy.

Przypomniał sobie woźnicę Litwina,

Rozpytał o nim u ludzi w podróży,

I, co dobremu sercu nie nowina,

Przyszedł obaczyć, jak mu szczęście płuży70.

Wesołém hasłem w szlacheckiej chudobie

Skrzypnęły wrota, kiedy je otworzy,

Szeliga szczęśliw, nie wierzył sam sobie,

Że jego chatę nawiedza mąż boży.