XXIII
Rzewnie spłakani do domu wrócili,
Kędy już skromna czekała biesiada.
Skarga dziś z postem parę rybek zjada,
Szklanicę wody źrzódlanéj wychyli
I już nasycon składa Bogu dzięki.
Powstał, a wszyscy k’niemu przyskoczyli,
Wszyscy się cisną do kapłańskiéj ręki.
Kapłan każdemu dał uścisk życzliwy
I błogosławi wszystkich gość dostojny.
Stary Szeliga znowu niespokojny,
Chce o cóś prosić: —
«Ojcze miłościwy!
Nim wasze konie miarkę owsa zjedzą,
Raczcie poświęcić mój domek ubogi,
Moję oborkę, moje sienne stogi,
Moję pasiekę, co leży pod miedzą!»
«Niech wam Bóg szczęści! — ksiądz Skarga odpowié,
Zwracając k’niemu swe spojrzenie czułe —
Powiedzcie jeno memu pachołkowi,
Niech tu przyniesie i komżę, i stułę.
Jeśli mię Pan Bóg wybrał za narzędzie,
Gdy grzesznych modłów wysłucha choć w części,
Wierzaj mi, starcze, że ci dobrze będzie,
Że ci się tutaj we wszystkiém poszczęści.
Za to, żeś dźwignął ojcowskie zwaliska
Kapłan cię żegna, przyjaciel uściska».