XXIV

Podano komżę, stułę i kropidło,

Skarga się ubrał i modlitwę czyta,

Pokropił domu zamieszkałe skrzydło:

«Niech spokój Pański nad wami zaświta,

Niech wasze głowy anioł stróż osłania,

Niech błogosławi sny i czuwania!»

Wszedł do komory, gdzie się chowa jadło,

Pokropił wodą i dodał co prędzéj:

«Bogdaj wam nigdy łaknąć nie wypadło;

Bogdaj tu było przytulisko nędzy!

Ty znasz, co nędza, Szeligo mój drogi.

Dzisiaj dostatek widzę dzięki Bogu;

Dajże mi słowo, że żaden ubogi

Nie wyjdzie głodny od twojego progu!»

Szeliga rękę przycisnął do piersi;

Świętą przysięgą jego oko gore;

Wszyscy rzewniejsi i ku bliźnim szczersi,

Wyszli za Skargą poświęcić oborę.

Skarga się żegna i modlitwę czyta;

Pokropił ściany i znowu zawoła:

«Niech wam Bóg sporzy nabiału do syta;

Niech tu zaraza nie zawita zgoła.

Żyjcie szczęśliwi pod boską opieką,

A bądźcie czyści i biali jak mleko». —

Więc poszli dalej, by poświęcić ule.

Kapłan się żegna i modlitwę czyta;

Potem spojrzawszy na Szeligę czule,

Rzecze: «Niech korzyść mnoży obfita;

Niech się wam zbożne zamiary powiodą;

Niech sporną pracą uwieńczą się ręce.

Żyjcie jak pszczoły miłością a zgodą;

Zapłońcie światłem jak świece jarzące.

Niech w duszy waszéj tak cnota się chowa,

Jak w plastrze wosku patoka miodowa!»

Tak poświęciwszy pola, łąki, płoty,

Wraca do dworku stary jezuita.

I tu stanąwszy przed nowemi wroty,

Skropił je wodą i modlitwę czyta;

A jego oko promieniem się żarzy;

Iskra zapału migoce na twarzy:

«Wrota! — zawołał ku szlacheckiéj chacie —

Wy, co radośnie drogę odmykacie,

Niechaj stróż — anioł pilnuje was co dzień

Od złego gościa lub złego sąsiada;

Niechaj się tędy nie przemyka zdrada;

Niech waszych skrzydeł nie odemknie zbrodzień.

Jeśli ktokolwiek z jaką myślą zdradną,

Zachce tu wkroczyć łaską czy przemocą,

Niechaj te wrota na głowę mu spadną,

Niechaj mu głowę i piersi zgruchocą».