XXV

To były tylko słowa życzliwości,

Które mąż zacny wypowiedział święcie;

Ale słuchacze wioskowi a prości

Jakieś w nich dziwne widzieli zaklęcie.

Skarga odjechał znów w koronne strony

Błogosławiący i błogosławiony.

Stary Szeliga rozmyśla w ukryciu

Lub gwarzy o nim z chlubą co niedzieli.

Jego sąsiedzi, co pierwszy raz w życiu

Głośnego Skargę naocznie widzieli,

Długo i szczerze zjawiskiem zajęci,

Rozpowiadali — szlachcic szlachcicowi

Jego życzliwe dla Szeligi chęci.

Jak on wygląda, co czyni, co mówi,

Jako mu syna błogosławił w drogę,

Święcił domostwo, dobytek bogaty,

Jakiemi słowy udzielał przestrogę

I jako zaklął wrota jego chaty.

Wszyscy pobożni nieśmiało, z oddali,

Na tajemnicze wrota spoglądali;

Każda litewska bogobojna dusza,

Jeśli do jakich czuje się bezprawi,

Jeśli sumienie jakiś grzech zaprósza,

Już się do dworku Szeligi nie zjawi.