XXVI

We starym dworku mniéj było już gwarno;

Za to, kto przyszedł — przyjaciel i prawy,

Nikt nabożeństwa, spoczynku, zabawy,

Nie zatruł w chacie jakąś zdradą czarną.

Mléka do syta, a pszczółki się roją,

Łąki do pasa i krzewi się zboże, —

O! dzięki Skardze, że bytnością swoją

Błogosławieństwo sprowadził tu boże!

Któż jasną radość na Szeligi czole,

Któż jego szczęście wypowiedzieć w stanie;

Gdy często-gęsto birżańskie pacholę

Wdzięczne od syna wiezie mu pisanie?

A w każdym liście kipi dusza młoda

Żądzą do bojów, do czynów, do sławy;

W każdym donosi, że książę wojwoda

Zawsze ku niemu dobry i łaskawy;

Że chociaż dumny, oblicza nie cofa,

Lecz swoim drużbą poufale zowie:

(Bo jak z przedwieka jego pradziadowie,

Młody Szeliga miał imię Krzysztofa).

Aniele stróżu! niechże twoje oczy

Na długo starca pilnują i strzegą,

Niech twoich skrzydeł święty cień otoczy

I serca jego, i domóstwo jego!

I łaska niebios nie była odmienna:

Jednako wszystkie płynęły mu chwile;

A przyszła jutrznia zachodu promienna,

Zgrzybiałość, drzymka — i krzyż na mogile,

I jest otucha, że dla jego duszy,

Poczciwéj pracy złote gwiazdy świecą...

A jego dworek pochylił się nieco,

Uschły gałęzie na cienistéj gruszy,

Klon począł żółknąć; bo wszystkiemu pora,

Czas wiekuisty na wszystko się targa; —

A tylko wrota, które zaklął Skarga,

Stoją tak krzepko jak ciosane wczora.

Słomiany daszek choć kwitnie zielono,

Choć furtka nieco ku ziemi osiada,

Lecz wrota krzepkie, sto lat jeszcze pono78

Będą wprowadzać dobrego sąsiada.

Niech sobie starcy wśród długiéj gawędy

Ubolewają, że ludzkość zepsuta:

Przecież poczciwe nie walą się wrota,

Nikt ze złą myślą nie przechodził tędy,

Nikt nie szwankował, ani swój, ni cudzy...

Czyż w cnotę ludzką trzeba wierzyć święcie?

Albo nie wierzyć w księdzowskie zaklęcie,

Że ojciec Skarga tak bajał jak drudzy?

Co o tém trzymać — czy to? albo owo?

Przyszłość pokaże — dziś daremna praca.

Patrzmy na dalszą stronicę dziejową

I gdzie się młody Szeliga obraca.

Stare wrota. Część druga