XXV
— «Bałamucisz, księże!
Ja poznałem od razu — to nie było we śnie;
Lecz śpiewasz nowym tonem staroświecką pieśnię:
Abym powrócił grunta Brochwiczowej wdowie,
Choć je z kilku pokoleń dzierzę urzędowie122,
Chociaż — proszę aspana — rzecz jasna jak złoto».
— «Nie sroż się, panie Pawle, tu nie idzie o to,
Czy to sen marny — albo rzeczywista jawa,
Czy grunt dzierżysz bezprawnie albo wedle prawa;
Ale kapłan cię pyta o sumienne słowo,
Jak kochasz twe zbawienie i tarczę herbową,
Jakeś ojciec, jak szlachcic, jak potomek wierny
Walecznego rotmistrza chorągwi pancernej —
Powiedz mi — boś się nigdy kłamstwami nie zmazał —
Czy ów syn zwrócił grunta, jak mu ojciec kazał?
I czy tam, gdzie kazano, pogrzebał ojca kości?»
— «Jużci... proszę aspana, w tem nie masz pewności...
Ów syn... pan Piotr Dęboróg... a mój pradziad prosto,
Był za Jana Trzeciego rzeczyckim starostą
I człekiem wielce skąpym — pokój jego duszy:
Więc może zamiast ojca pochować przy gruszy,
Pochował go za rzeczką dziesięć morgów dalej,
Tam, kędy violenter123 kopce usypali —
A tak uprawnił zabór — trudno dociec z dzieła,
Gdzie wtedy gruszka rosła, jak rzeczka płynęła.
Kto to wie — w ciągu wieków wszak przemiana bywa.
Lecz tylko poświadczają domowe archiwa,
Że syn Piotra, Mateusz piwniczy nadworny,
Miał proces z Brochwiczami o poletek sporny».
«I cóż, wygrał, czy przegrał?» — definitor spyta.
«Ani wygrał, ni przegrał — forsował i kwita.
Bo to, proszę aspana, jest sztuka w palestrze,
Że jak sprawę zahaczą w taktowym regestrze,
Można tworzyć przeszkody wciąż nowe i nowe,
Komportacje papierów, badania miejscowe;
Czas idzie jakoś prędko, a proces pomału
Od sądów podkomorskich do spraw trybunału.
Kiedy mądry obrońca umiejętnie zwleka,
Niełacno się pan Brochwicz dekretu doczeka,
Niełacno się w Temidy dokołatać wrota.
Dęboróg miał pieniądze — a Brochwicz hołota124 —
Pan Mateusz wziął górę. Za pamięci naszej
Tymoteusz Dęboróg, słonimski strukczaszy,
Jego syn, a mój ojciec — jako ślad znachodzę125,
Chciał załatwić rozterki126 w polubownej drodze;
Lecz potem się rozmyślił — obliczył z chudobą,
Nikt się nie dopomina, dawność miał za sobą,
A grunta tak wybornie zarodziły latem,
Że zostawił przy sobie ich haereditatem127.
A jam po ojcu objął całe Dęboroże».
«Wielkie — rzekł definitor — miłosierdzie Boże!
Pociesz się, panie Pawle, twa dola szczęśliwa,
Wielkich rzeczy dopełnić Bóg cię powoływa128.
Co ciężko praojcowie przed Panem zgrzeszyli,
Zbrodnię czterech pokoleń zmazać w jednej chwili,
Rozbroić chmurę gniewu Pańskiego nad domem,
Co gotowa wybuchnąć piorunem i gromem,
Ulżyć własnemu sercu, odrzuciwszy z dala
Kamień grzechu i zgryzot, coć piersi przywala —
Obaczysz... w twojej duszy jaka będzie zmiana,
Gdy wrócisz cudze grunta».
— «Ot, proszę aspana.
Któż powiedział, że z taką wystąpię szczodrotą?
Wszak wdowa po Brochwiczu nie prosi mię o to
I co powie, mospanie, cnych przodków oblicze,
Po których Dęboroże ojczyste dziedziczę,
Żem uszczuplił odwieczną praojców sadzibę
Choćby o jeden zagon? choć o jedną skibę?...»