Co się przyśni
Jeszcze chwilka, o dziewico!
Na dobranoc oczkiem błyśnij,
Niech cię słodkie sny pochwycą,
Co się przyśni, to przyciśnij!
Może piesek ulubiony,
Kosz cukierków albo wiśni,
Może jaśnie oświecony,
Co się przyśni, to przyciśnij!
Może jeńcy staréj daty,
Podagryczni, lecz korzystni,
Może kwiaty lub dukaty,
Co się przyśni, to przyciśnij!
Może zbrojny but w ostrogi,
Może nawet ci się wyśni
Ten co drogi, lecz ubogi,
Co się przyśni, to przyciśnij!
Bal czy chatka, którą marzą
Wierszokleci nierozmyślni,
Lub źwierciadło z własną twarzą,
Co się przyśni, to przyciśnij! —
Gdy otworzysz piękne oczy,
Snów z pamięci nie rozpryśnij,
Bo w nich będzie sen proroczy.
Co się przyśni, to przyciśnij!
1845
Niewinnej duszeczce
Co z losem wieść boje?
Przespałeś, to twoje,
Niech cię sen skrzydełkami przytuli!
Źle wyszli na wojnie. —
Śpij bratku spokojnie —
Luli niewiniątko, luli!
Świat nie wié, gdzie śpieszy!
Kto śpi — ten nie grzeszy —
Jak dziécię, co w chrzestnéj koszuli.
Spać z dłonią na oczy,
To słońce nie zmroczy,
Luli niewiniątko, luli! —
Bo cóż ci do tego,
Że tam gdzieś łzy biegą5?
Że nędzarz w łachmanach się tuli?
Od cudzéj złéj doli
Serduszko nie boli,
Luli niewiniątko, luli! —
O piérwszéj godzinie
Obiadek nie minie,
Przed obiadkiem stukniemy wóduli. —
I znowu na łoże
Twą główkę położę,
Luli niewiniątko, luli!
Ty marzysz pieszczotko,
Patrzajcie jak słodko
Widać śni, że kochanka go tuli. —
Sza... cicho... broń Boże,
Obudzić się może!
Luli niewiniątko, luli!
Na nowo cóś marzy,
Jak znaczno na twarzy!
Pewno śni, że wychylił wóduli. —
Bo usta i czoło
Igrają wesoło, —
Luli niewiniątko luli!
O! w usta cóś bierze,
Śni widać wieczerzę,
Patrzajcie, o ludzie nieczuli!
A ja mu na jawie
Wieczerzę przyprawię.
Luli niewiniątko, luli!
O wzorze dla wieku!
O święty człowieku!
To głupcy, co się ze snu wyzuli,
I dzielą się z nami
Radością i łzami,
Prawa mądrość — to luli i luli!
I nie dziw, że płaczą,
Że jęczą z rozpaczą,
Patrząc na świat, swe szczęście zatruli;
Bo dziwną szli drogą,
I usnąć nie mogą, —
Prawe szczęście — to luli i luli!
1846
Ekspiacja6 pozapustna7
Do łacińskiego poety ks. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego
Ach ojcze Sarbiewski! zgrzeszyłem, zgrzeszyłem,
Już tydzień jak z tobąm nie gwarzył8 ni słowa —
Szanowne twe karty pokryły się pyłem,
Cóż było przyczyną? — ach marność światowa!
Szczęśliwy, szczęśliwy, kto jej nie doznawał!
Kto czas swój urządził pod wagę i miarę:
Mnie, przebóg, grzesznika spokusił karnawał,
Tęsknota do ludzi, i chętka: saltare9, —
Ach! paenitet mihi10! lecz czemuż mi w serce
Uderza aż dotąd wspomnienie zabójcze?
O gdybyś się mojej przypatrzył tancerce,
Ty sam byś powiedział... o przebacz mi ojcze!
I pozwól, że spytam: czyż w stronach Pułtuska,
Nim jeszcze przywdziałeś sukienkę Lojoli11,
Nie tknęła twej duszy nadobna pokuska?
Czy nigdy nie czułeś, jak serce swawoli?
Być może... bo teraz zepsucie się krzewi,
A wtedy gdy żyłeś, świat wcale był inny...
Absolve, absolve o pater Sarbievi12!
Lub zresztą — rzuć kamień jeżeliś niewinny.
Już cisza urocza, nadzieja i wiara
Orzeźwia mą duszę — pomału, pomału...
I popiół pokutny z mojego cygara
Posypię na głowę za szał karnawału;
I w mojéj kochanéj, ustronnéj izdebce,
Sarbiewski! na łono przytulę się twoje,
I twoją szlachetną piosenkę wyszepcę,
I ducha w twych myślach wysokich napoję;
Przebaczysz mi wtedy, żem jakie pół chwili
Przebawił w światowéj marności i dymie;
Żem trzpiocąc się w gronie wesołych motyli,
Zapomniał o tobie, o Grekach, o Rzymie.
12 lutego 1849