SPRAWA VI

Dorota, Stach.

DOROTA

Nie uciekajze, Stasiu! Nie bądźze tak srogi.

STACH

Moja Pani Doroto, puscie wy mnie, prose.

DOROTA

Gdybyś ty ucuł w sercu tak srogie pozogi,

Takie męki, jakie ja, niescęsna, ponose,

Nie byłbyś tak okrutnym; nie chciejze uciekać,

Pójdź do chaty.

STACH

Nie mogę.

DOROTA

Wsakze nie ma Basi.

STACH

Ale psyjdzie.

Na stronie.

Tu skubent kazał na się cekać.

DOROTA

Ona tu nie powróci, nie puscą jej nasi.

No, to psynajmniej choć mnie ras pocałuj.

STACH

Nie mogę.

DOROTA

Dlacego?

STACH

Mam zdradzać Basię moją drogę?

Moja Pani Doroto, zućcie te jamory,

Zyjmy lepiej w psyjaźni, bo, jakby nas który

Sąsiad kiedy wypatsył, a doniósł Bartkowi,

Biada mnie i wasemu byłaby gzbietowi.

Ja tes mam młodą zonkę, którą z dusy kocham.

DOROTA

Ja tes to sama cuje, ze ja trochę płocham.

Ale cós, kieś mi serce tak zranił, niebodze,

Ze cyli śpie cy cuwam, cy siedze, cy chodze,

Tyś mi psytomny, zawse za tobą się bidze,

Więc choć ostatni ras ściśnij mnie.

Chwyta go za szyję, wtem Bardos i Bartłomiej wchodzą.