SPRAWA V
Bardos i Basia.
BASIA
Niecierpliwie.
Cós chcecie?
Spiescie się, bo ja od nich na krok się nie ruse;
Mam ich, wejcie, zostawić samych?
BARDOS
Próżna trwoga.
Gdzież jest ojciec?
BASIA
We młynie.
BARDOS
To dobrze, a teraz,
Moja Basiu, wleziesz tu w tę wierzbę.
BASIA
Dla Boga!
Ja zaś w wierzbie mam siedzieć jak sowa.
BARDOS
Oj, nieraz
Siadywałaś w niej w parze s twoim lubownikiem.
BASIA
Ja zaś?
BARDOS
Tak jest.
BASIA
Na stronie.
Ten cłowiek chyba carownikiem,
Wsystko zgaduje.
Głośno.
Prawda i zem tam nieras tam siedziała.
BARDOS
Wchódź, wchódź, a żwawo, będziesz stąd wszystko widziała,
Jak się z Dorotą Stasio obchodzi, ale cię
Przestrzegam, żebyś mi się wyjść nie odważała,
Nim otworzę, bo wszystko zepsujesz.
BASIA
Aj! Zjecie
Carta, Pani Macocho!
BARDOS
No, dalej.
BASIA
Jus włazę.
Basia włazi w wierzbę, Bardos ją zamyka.
BARDOS
To jedna, wnet tu będą i drudzy. Teraz że
Dalej do młyna, tam się za drzwiami zasadzę.
Zapewne Stach uciekać będzie od Doroty,
Ona go zechce gonić, a gdy swe zaloty
Zacznie palić, ja wtenczas męża wyprowadzę.
Odchodzi do młyna.