Księga Wyjścia

modlitwa godna polecenia

Jesień już Panie, a ja nie mam domu

E. Tkaczyszyn-Dycki7

i nastaje niedziela, kres poszukiwań.

wieczorem było wino, białe i czerwone.

twoje łzy w moich ustach rozkleiły kłótnię.

od rana czekamy, czy pan nas zechce,

czy u niego zamieszkamy.

albowiem zbłądziliśmy szukając miejsca dla siebie nie tam

gdzie trzeba, przez cały tydzień.

i nie zapadły żadne decyzje, które nasze by były.

albowiem wybór od początku zależy od pana.

bordowe schody i chmury w oknach na drugim piętrze

za bramą z brązu, z metalową skrzynką z napisem „Briefe”8 należą do pana.

i światło w podwórzu.

i święty fresk w przedpokoju, co się objawił poprzez

lokatorkę, teraz już także należy do niego.

albowiem pański jest porządek, który utrzymamy.

i czyściec na klatce, święty spokój sąsiadów dopóki nie zasną z pilotem

w dłoniach sterując obrazem stworzonego świata.

będziemy słać listy polecające na pańskim papierze, za sklepu z parteru.

odmalujemy sufit i wszystkie ściany dla pańskiej sztuki.

będziemy się modlić na papeteriach w kolorze nieba.

i czekać na telefon.

a kiedy już pan nas wybierze również i my

pobierzemy się z panem.

w obliczu świętego prawa zameldujemy się.

w mundurach lub bez.

i nie opuścimy już pana.

wcześniej niż za

dwa lata.

modlitwa poprzez żaluzje

i pan zadzwonił dnia siódmego.

właściwie to my zadzwoniliśmy do niego,

albowiem niecierpliwość zwyciężyła.

i pan nam powiedział, że zostaliśmy wybrani.

zamieszkaliśmy u pana na drugim piętrze, jak było powiedziane w piśmie.

wprowadziliśmy się do domu pana, żeby wszystko na nowo poukładać.

rozpakować kartony, ubrania i książki na pańskich półkach.

pomalować ściany na żółto i czerwono.

sfotografować.

albowiem uwiecznić trzeba było nowy dom pana, z góry wiadomo.

z góry widać wszystko poprzez chmury i słońce.

albowiem pięknie jest patrzeć przez pańskie okno

z góry na ludzi, znad oka latarni.

jak oni biegają tam i z powrotem,

jak wiecznie się spieszą.

ze szpitala na cmentarz przechodzi się po pasach,

najbezpieczniej w świecie.

zamieszkaliśmy w domu pana w samym centrum starego ciała

miasta, które ciągle się leczy.

a dźwięki płyną z rogu

ulicy.

płyną samochody, autobusy i ludzie po chodnikach donikąd.

a kiedy już wchodzę w pańską skórę i staram się to opisać

rozdzierają mnie dreszcze.

i nie naklejam żadnych ogłoszeń

jak jest przykazane na trzech żółtych kartkach

na ścianie szpitala.

modlitwa dziękczynna

łaskawy jest pan, u którego zamieszkaliśmy.

łaskawe są jego ściany, wśród których sypiamy.

i hojna jest ręka naszego pana.

albowiem odwiedziłem wczoraj pokój pana

aby dać świadectwo

naszego zameldowania.

stawiłem się przed pańskim obliczem i mówię:

oto dwa pokwitowania, które nasze są,

lecz już niedługo pańskimi się staną.

i wziął pan w swoje ręce dwie małe karteczki.

i rozmnożyły się one w jego dłoniach po dwakroć.

a wtedy ja mówię:

panie, zatem zechciej przyjąć ode mnie w dowód wdzięczności

tę oto świętą księgę.

i pan po raz wtóry odmienił swe oblicze.

i uśmiechnął się.

i sięgnął za plecy, a tam-mały skórzany portfelik w pudełeczku

z napisem „pierre cardin” uśmiechnął się do mnie.

i wręczył mi go pan mówiąc:

pusty jest prezent, którego nie zdołasz wypełnić,

lecz pełen wiary daję ci go, bo wiem,

że już niebawem uzbierasz w nim wiele dobrego.

i wziąłem to

za dobrą monetę.

i podzieliłem się z tobą,

albowiem nasze będzie kiedyś królestwo.

modlitwa o niebo lub piekło

i pan, w domu którego zamieszkaliśmy,

obiecał nam strych i piwnicę, jak było zapisane

w umowie.

lecz nie dotrzymał pan słowa, albowiem w piątek zajęty był

innymi słowami.

i nie mamy nieba, ani nawet piekła,

ani innych temperatur, które pańskie by były.

mamy morze kartonów z książkami

i błękitny materac, na którym pływamy

od snu do snu.

mamy bałagan w pokojach,

od góry do dołu.

i mamy letnią jesień za oknem,

dookoła i w sobie.

modlitwa z sieci

spotkałem wczoraj pana na bordowych schodach.

i powitałem go w słowach: dzień dobry.

lecz pan widział to inaczej, albowiem dobry wieczór odrzekł

wychodząc z domu.

i zrównał pan dzień z nocą.

wszystkie pory mroku narzucił

na mnie jak sieć.

a wtedy ja narzuciłem płaszcz.

i pobiegłem za panem kolejny już raz.

złowiony jak ryba.

popływać w sieci.

modlitwa z okien

wprowadziliśmy się do domu pana naprzeciw szpitala,

albowiem pan uzdrowić nas chciał.

lecz zamiast tego, rano i wieczorem

podglądamy chorych, którzy wyglądają z okien

całkiem na nas.

i wiem, że dziewczyna, która z uśmiechem mnie wita

od paru dni żegna się z tym światem.

a ja jej macham, cokolwiek to znaczy./

dziś ujrzałem pana w oknie naprzeciwko.

w tym samym oknie, gdzie dziewczyna mieszka.

modlitwa z zeszłego wieku

kto mieszkał w domu pana

przed nami,

kto dotykał tych samych

złotych klamek

w pańskich pokojach,

kto klękał

na pańskich schodach?

kto rozniecał ogień

w pańskich piecach,

kto nosił węgiel,

a kto wodę odkręcał

w łazience?

kto wyjmował polskie listy

z niemieckich skrzynek

i kto je czytał?

kto się modlił do pana,

kto kłócił

i w jakim języku?

kto w jakim języku się kochał

kto w jakim umierał,

i w jakim wieku?

modlitwa z grzechu

kręte są schody, po których

zbiegam do piekieł co środę.

tam wiją się ciała kobiet

i wabią językiem do grzechu.

lecz wybiegam nagi

bardziej niż one

w sam środek nocy.

choć wciąż mnie zawodzą

nie patrząc mi w oczy,

ja szukam w twarzach.

i nie rozmawiam

z nikim, kto widzi.

kto widzi gdzie patrzę.

kto patrzy gdzie znikam.

gdzie sypię się.

jak popiół.

co środę.

modlitwa z tęsknoty

zawiódł mnie pan

nad nowy cmentarz

bym grzeszyć mógł

w obcym języku.

bym poczuł dotyk

i dotknąć mógł

języka z kolczykiem.

i wziął go za swój,

wraz z wężem

na palcu,

który się wił.

i kusił dłonie.

utulił nas pan

nad starym cmentarzem

do snu.

lecz rano cmentarz

odsłonił kości

swoje i nasze.

i dotknął ciał

z wysokości.

i wracać kazał

do pańskiego domu.

uczyć się

tęsknoty

od nowa.

modlitwa z trzech miast

stworzył nas pan

do miłości miast

śmierci na podobieństwo

pierwszej w pokoju

z widokiem na nowy

cmentarz

i ostatniej dzisiaj

na długiej martwej

ulicy z widokiem

na „erotic center9

modlitwa z dziesięciu koron

krążymy wokół domu pana,

we mgle szukając nowego

przymierza.

i biorąc to za dobrą monetę.

która za nasze grzechy

będzie wydana

obcym.

zanim obcy

się sobie sami

już niedługo

wydamy.

modlitwa z wody

dał pan nam wodę, byśmy

obmywać swe ciała mogli

z grzechów.

i po ciężkich nocach

zmywali swe głowy

ze snów.

albowiem z wody

matczynej wyszliśmy

i wodą jesteśmy

na młyn ludzkości.

woda w łazience

jest chłodna.

i chłodne są

pańskie ściany,

w których się odbijają

nasze grzechy w kawałkach.

lecz wody brakuje dla ciebie.

choć grzechy wylałem

ze swoją kąpielą,

grzechy się mnożą

w zużytej wodzie.

modlitwa z powietrza

ostrzegł nas pan

przed dymem w domu,

który się uniósł

w powietrzu.

albowiem ogień

ktoś wzniecił

bez pańskiej zgody.

i płoną schody bordowe

od pańskich podejrzeń.

i płoniesz już cała

ze wstydu

w papierosowym dymie.

albowiem palisz

i dym się unosi

nad nami.

lecz dymu kłęby w niebie

nie pochodzą od ciebie.

i prosisz pana

by cię nie karał

za cudze grzechy,

które z twoim mieszają się

dymem.

modlitwa na odejście

zawiódł nas pan, któremu zaufaliśmy,

albowiem czysty wydawał się być jak łza.

lecz umył pan ręce od wody, która wylała ze ściany.

i przekazał nam:

to nie moja już woda, lecz tych, co przed wami zmywali

grzechy ze swoich sumień nie spowiadając się.

albowiem wasza jest wina, która z cudzej ściany wylała się

pod postacią wody.

i kazał nam pan zmywać

naczynia po winie gdzie indziej.

i całkiem niewinni zeszliśmy z drogi

szukając wody za pańską ścianą.

w domu sąsiadów.

modlitwa ze wschodu

bezpieczny jest dom pana.

i nie wejdą tam nocą

obcy z ulicy.

nawet za dnia

zamknięte są bramy

pańskiego domu

od środka.

albowiem pański jest domofon.

i pańskie są odpadki,

których się pozbywamy

za podwójnymi drzwiami.

lecz uszczelniamy jeszcze okna

przed obcym chłodem ze wschodu.

który opadnie nocą

pod postacią płatków.

jak sen.

jak zen.

modlitwa ze zgliszczy

Michaelowi Ackermanowi 10

zawisło pańskie

zdjęcie w łazience.

na którym pan

wisi ukrzyżowany

na zgliszczach

domu.

albowiem rozpadł się

dom.

i krzyż panu tylko

pozostał.

bezdomny jestem

w domu pana,

w którym zamieszkałem

tylko przez chwilę.

i zostawiłem

ruiny.

modlitwa z początku

zadzwoniłem do pana

albowiem pora przyszła

najwyższa porozmawiać.

spotkałem się z panem

albowiem musiałem

się wyspowiadać.

albowiem miłości zabrakło

w domu pana,

w którym zamieszkaliśmy

pół roku temu.

i pora przyszła najwyższa

poprosić o nowy dom.

bałem się prosić.

albowiem bałem się nie znaleźć

zrozumienia

na pańskiej twarzy.

lecz pan był łaskawy.

i wskazał mi drogę

do domu

tuż obok.

i kazał budować

na zgliszczach

wszystko

od nowa.

modlitwa ze śladów

wszędzie spotykam

pańską służebnicę,

która w domu pana,

sprząta to,

co z nas zostało.

zamiata ze schodów

ślady naszych kroków,

parę naszych ust zmywa

z okien.

pańska służebnica

nigdy o nic nie pyta,

jakby wszystko wiedziała.

mijamy się tylko

na tych samych ścieżkach,

mijamy się tylko na drodze

z powrotem

Przypisy:

1. Babuchowski, Szymon (1977) — katowicki poeta, dziennikarz, autor tekstów piosenek, wokalista w zespole Dobre Ludzie. [przypis edytorski]

2. Świetlicki, Marcin (1961) — polski poeta, powieściopisarz, dziennikarz, wokalista zespołu Świetliki. [przypis edytorski]

3. ciao (wł.)— cześć. [przypis edytorski]

4. Jordan, Michael (1963) — amerykański koszykarz. [przypis edytorski]

5. Jordan — rzeka w Azji, na Bliskim Wschodzie, przepływająca przez Liban, Syrię, Izrael, Palestynę oraz Jordanię, wielokrotnie wspominana w Biblii. [przypis edytorski]

6. Drzewucki, Janusz (1958) — krytyk literacki, poeta, dziennikarz, wydawca, redaktor miesięcznika „Twórczość”. [przypis edytorski]

7. Tkaczyszyn-Dycki, Eugeniusz (1962) — polski poeta. [przypis edytorski]

8. Briefe (niem.) — listy. [przypis edytorski]

9. erotic center (ang.) — centrum erotyczne. [przypis edytorski]

10. Ackerman, Michael (1967) — amerykański fotograf. [przypis edytorski]